wtorek, 10 września 2013

Elmer


Bastek na widok nowych Elmerów na bibliotecznej półce prawie zaczął śpiewać z radości. Na szczęście nie oponowałam przed wykorzystaniem niemalże połowy limitu na naszych kartach na opowiastki o słoniu w kratkę, bo okazały się jak znalazł na czas choroby.

poniedziałek, 9 września 2013

Echo winy

Nosa do lektur w sam raz na urlop mam nie od dziś. W zeszłym roku polegując na piasku zgłębiałam szczegóły rewolucji kulturalnej w Chinach. Tym razem postawiłam na klasykę w postaci kryminału. I co? Pierwszych kilka stron, powieściowa kilkuletnia bohaterka znika bez śladu na zatłoczonej plaży. A tu akurat ratownik idzie brzegiem i wykrzykuje, że rodzice szukają swej pociechy w różowym kostiumie kąpielowym. I do tego przez kilka dni nieustające kursy helikopterów, kołujących niebezpiecznie blisko wody, lasów, ziemi. Pewnie z zagubionym dzieckiem nie miały nic wspólnego, bo niedaleko mają po prostu lądowisko i hangar, ale całe siedlisko w pierwszej kolejności właśnie o tym zaginięciu pomyślało. 
Tak więc podkład pod lekturę miałam wyborny. A sama lektura bezbłędna, jak zawsze w przypadku Link. Dużo psychologicznych dociekań, ciekawe i nieprzewidywalne postaci, szokujące rozwiązanie zagadki.
Z niepokojem konstatuję, że powoli kończy mi się zapas jej książek.

niedziela, 8 września 2013

Straszny sen Maćka

Maciek opowiada mi swój 'straszny' sen.
Pojechałem gdzieś samochodem z Sebastianem. Wzięliśmy ze sobą rowery. Potem zostawiłem małego i poszedłem go jakiegoś miasta. Tam zostawiłem na dworcu rower i znowu gdzieś poszedłem. A jak wróciłem... to się okazało, że...(tu ja już widzę krwawą jatkę z udziełem syna) mój rower cały jest pogruchotany!
Makabra:)

sobota, 7 września 2013

Błękitna krew / Schronienie

Cóż można powiedzieć nowego o starym dobrym Cobenie? Jak co roku na wakacjach przyssałam się do kryminału jego pióra i dostałam dokładnie to, na co liczyłam. Tak było w przypadku 'Błękitnej krwi'.Ale przy 'Schronieniu' szczęka mi opadła do ziemi. Jak autor na takim poziomie mógł sobie pozwolić na obciach tego kalibru? Zamurowało mnie. Jednakże, po kolei. Pierwszy sygnał, że coś jest nie w porządku, to wielgachna, rozstrzelona czcionka. Aż tak objętości ten zabieg nie dodał, ale moja czujność wzrosła. Trzeba mi wtedy było zamknąć to czytadło raz a dobrze. Ciekawość jednak nie dałaby mi spać po nocy, więc zapoznałam się z bratankiem Bolitara, który na skutek nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności jest wykształcony, wysportowany, przystojny, o złotym sercu itd. Słowem Myron dwadzieścia lat wcześniej. Żeby nie było, z wujkiem się nie lubią. Każdy szczegół naciągany i sztuczny, wrażliwsi nie opanują mdłości. Jeśli dzieło to zostało skrojone na potrzeby nastoletniego rynku amerykańskiego, (zrozumiem, w końcu nawet Cobena jakiś patriotycznie malowany diabeł mógł do tego podkusić), szkoda, że autor tak nisko ocenia możliwości intelektualne swoich rodzimych czytelników. Ale jeżeli nowość ta miała być deserem dla stałych fanów, to brak mi słów i wypisuję się z tej imprezy.

piątek, 6 września 2013

Zaległości

Czas chyba skończyć z udawaniem, że latem nie chodziłam nałogowo do kina, zachłannie nie czytałam. Ale jak to bywa z zaległościami, im więcej się ich uzbiera, tym trudniej się za nie zabrać. Pedantycznie prowadzony rejestr nie obróci się w perzynę, tylko dlatego, że mam lenia;)
Zaczynam więc powolutku. Książki przejrzane, posegregowane i równo poukładane. Stosik kinowych biletów w pogotowiu. Nic tylko zdecydować się według jakiego klucza spisywać wrażenia. Chronologicznie, alfabetycznie, na chybił trafił? Rozważenie wszelkich za i przeciw zajmie mi, coś czuję, parę dni:) Ale powoli, powoli, na wszystko przyjdzie odpowiednia pora.
Tak się ta jesień rozkosznie niespiesznie zaczyna...

środa, 4 września 2013

Arkady Capitol

Jadę sobie spokojnie Podwalem do pracy, kiedy monotonię przerywa śpiewny głos dobywający się z głośnika: 'Następny przystanek (to jeszcze zwyczajnie): Arkady Capitol (tu już pani śpiewa).
Snów rozgrywających się w środkach komunikacji miejskiej miałam kilka (że tylko konia podróżującego tramwajem wspomnę), więc nie od razu zawierzyłam swoim uszom. Ale na krzyżówce z Piłsudskiego wszelkie wątpliwości zostały rozwiane. Ten przystanek jest rozśpiewany. Dla mnie super:)

wtorek, 3 września 2013

Mruczando

Nowy wieczorny rytuał. Rita czeka, kiedy wybiorę się do łóżka, przybiega, włącza mruczando i ładuje się na mnie bez krępacji, oczekując codziennej porcji pieszczot. Nie ma szans na oszukiwanie. Obie ręce muszą być wolne, książka, gazeta czy laptop są 'przeganiane'. Nagrodą są całuski, lizanie nosa i nieustające pomruki zadowolenia, które początkowo brzmią jak cicho brzęczący agregat lodówki, a z czasem nabierają mocy i Rita zamienia się w mały traktorek.
Tak oto codziennie przez kilka minut obcuję z mięciutkim i przymilnym, półtorakilowym wcieleniem szczęścia:)