sobota, 20 grudnia 2014

Strażnik Betlejemskiego Światła Pokoju


Sebi pracuje nad zdobyciem pierwszej zuchowej sprawności. Szopka, lampion i kartka ze świątecznymi życzeniami już wykonane. Dobre uczynki spełnione. Kolędy odśpiewane. Przed nami jeszcze tylko przyniesienie betlejemskiego światełka.

niedziela, 14 grudnia 2014

Grzaniec wrocławski

 Jak co roku o tej porze wszystkie drogi prowadzą na jarmark:)


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Kaktus

Rita atakuje każdy skrawek gołej ziemi licząc na to, że uda się zamienić go w kuwetę. Kwiaty doniczkowe z domu zniknęły już wieki temu. Hydro-hodowla również zmniejszyła się drastycznie, z innego co prawda powodu: otóż mój szalony kot najbardziej lubi wodę odstaną i mętną, ewentualnie ze zlewu lub wanny zaraz kąpieli.
Pelargonie zlikwidowałam w listopadzie, mimo że jeszcze kwitły, kiedy odkryłam, że kicia regularnie w nie leje. Potem wprowadziłam absolutny zakaz wychodzenia na balkon, gdy wyszedł na jaw prawdziwy powód ustawicznych wycieczek do kwietnika. W korycie z bukszpanem, tak pieczołowicie przeze mnie zabezpieczonym, można przecież robić boczkiem siusiu!
Ale dziś Rita przeszła samą siebie dobierając się do kaktusa wielkości solniczki. Serio, wyobraźni mi nie staje, żeby zwizualizować sobie załatwiającą się do tej maleńkiej doniczki moją, skądinąd słusznych rozmiarów, koteczkę.

niedziela, 7 grudnia 2014

Gaba Kulka


Charyzmatyczna wokalistka, klimatyczne wnętrze Starego Klasztoru, ale materiał z nowej płyty tak smętny, że koncert Gaby udało mi się przetrwać tylko dzięki skupieniu uwagi na perkusiście, który tak żywiołowo poruszał się przy swoim instrumencie, że miałam wrażenie, iż muzyka przepływa przez każdą komórkę jego ciała. Kto nie widział Roberta Rasza w akcji, nie wie, co to zaangażowanie.
Ale i tak chyba pierwszy raz w życiu uciekłam z koncertu nim muzyka ucichła:(



sobota, 6 grudnia 2014

Pytanie na śniadanie

Ósma rano, Maciek jeszcze pochrapuje, ja i Sebi już urzędujemy w kuchni. Jajecznica paruje na naszych talerzach, kiedy syn znienacka pyta: A miałaś, mamo, kiedyś seks?

Obyśmy zawsze potrafili tak szczerze i bezpośrednio rozmawiać na każdy temat:)

piątek, 5 grudnia 2014

środa, 3 grudnia 2014

Poziom 68

Uzależniłam się od Frozen. Gram w łóżku, zanim wstanę i tuż przed zaśnięciem. Na przystanku, nie zważając na mrożące nie tylko krew w żyłach temperatury. W tramwaju, na siedząco i na stojąco. Nawet w dzikim tłumie. W oczekiwaniu na zagotowanie się wody w czajniku. Zamiast wyjścia na papierosa, bo za zimno na balkonie. Nawet dwa razy w pracy - żeby się uspokoić, kiedy byłam o krok od obłędu. A także bez powodu czy pretekstu, po prostu tylko dlatego, że naszła mnie ochota.
Słowem: gram nieustannie.

Za pierwszym razem w tramwaju niespokojnie się rozejrzałam, zanim sięgnęłam do torebki po komórkę. Teraz już z aparatem w dłoni wsiadam do wagonu.

Sebi najpierw dopytał, jak się dosłownie tłumaczy 'Frozen', a następnie uznał, że ostatnie ochłodzenie było nieuniknione w obliczu mojego nowego hobby. Pokazał mi też jak się robi 'gwiazdki' i 'kreski'.

Maciek nadal jest w szoku, bo tak przyklejonej do komórki to mnie jeszcze nie widział.

A ja gram. Poziom sześćdziesiąty ósmy, sto pięćdziesiąt pięć gwiazdek, jedno życie, drugie załaduje się za osiemnaście minut:)