sobota, 31 maja 2014

Przy kompie


Jedna z moich ulubionych konfiguracji: 
ja gram na kompie, Rita wyleguje się obok.

czwartek, 29 maja 2014

Rekin z parku Yoyogi

Pierwsza część 'Rekina' sprawiła, że zwątpiłam w panią Bator i zaczęłam ją posądzać o zaprzedanie duszy diabłu i zajęcie się produkcją mikro tekstów, byle tylko coś tam wydać. I jak mi się głupio zrobiło, kiedy w połowie książki uzmysłowiłam sobie, że to tylko rozgrzewka, wprowadzenie, aperitif na zaostrzenie apetytu. Bowiem już części druga i trzecia książki to Bator, jaką znamy z 'Wachlarza'. W swojej najlepszej formie. Zachwyt Japonią nie jet tu więc ślizganiem się po powierzchni malowniczych obrazków znanych z broszurek wydawanych przez biura podróży, ale zanurzeniem się w kulturze i szukaniem źródeł niezwykłych dla nas zjawisk i zachowań. Bator posiada nie tylko wyostrzony zmysł obserwacji, ale również umiejętność interpretacji i łączenia wydarzeń  w spójną całość. Jej zamiłowanie do detalu nie zaburza szerszej perspektywy, ale wręcz przeciwnie - dopiero dzięki skupieniu się na drobiazgach zaczynamy dostrzegać i rozumieć pełny obraz. Gorąco polecam tę książkę nie tylko miłośnikom Japonii.

Kroniki portowe

Książka, którą wygrałam w radiowym konkursie wieki temu, tuż po powrocie z kina z 'Kronik portowych'. Przeczekała na półce kilkanaście lat, by wpaść mi w ręce przez absurdalny przypadek - była pierwszą z brzegu, jaka swym skromnym formatem pasowała do mojej niedużej torebeczki, kiedy w pośpiechu szukałam czegoś do poczytania na placu zabaw. I całe szczęście! Jest to przepiękna opowieść o szukaniu swego miejsca w świecie i znajdowaniu radości w rzeczach błahych i codziennych. O zmaganiu się z ponurą przeszłością i dojrzewaniu do bycia szczęśliwym. O sile, którą może dać przynależność do społeczności. Subtelny humor, wiarygodny rys psychologiczny, genialne opisy przyrody. I solidna porcja wzruszenia. Teraz mam ochotę obejrzeć na nowo film, bo pamiętam, że również zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Zamieć śnieżna i woń migdałów

Urocza historyjka kryminalna w sam raz na podróż do pracy. Bohater znany z flagowej sagi Lackberg spędza święta z rodziną swojej dziewczyny. Warunki pogodowe sprawiają, że zostają odcięci od świata. Wtedy pada jeden trup, potem drugi. I młody policjant ma okazję, żeby się wykazać. Zgrabna błahostka, szkoda tylko, że taka krótka, bo wystarczyła mi raptem na dojazd tam i z powrotem.

wtorek, 27 maja 2014

Dzieci śpią


Wenecja

Kiedy parkowaliśmy auto pod Astrą, deszcz chwilowo ustał i choć niebo nadal było sine, nic nie zapowiadało dramatu, który miał się rozegrać na naszych oczach w przeciągu kilkudziesięciu kolejnych minut. Wypicie soku w barku na dole i zakupienie pierogów piętro wyżej zajęło nam nieco ponad kwadrans. Gdy znaleźliśmy się z powrotem przy wyjściu, okazało się, że deszcze leje się strumieniami. Takiej ulewy chyba w życiu nie widzieliśmy. Cały parking momentalnie zamienił się w jedną wielką kałużę. Na tyle głęboką, że gdybym zdecydowała się na dotarcie do samochodu, miałabym w butach wodę. Babu wyglądał na spanikowanego i dopytywał się, czy też się boimy powodzi.

W końcu jednak podjechaliśmy pod blok. A tam kolejne bajoro. Woda sięgała już do połowy koła, a deszcz ciągle padał. Dół ulicy również kompletnie zalany. Kierowcy w popłochu zawracali, przeparkowywali, odjeżdżali. Jeden samochód utknął na środku jezdni. Wyglądało na to, że woda wdarła się do jego wnętrza. O silniku nie wspominając.

Pod naszą bramą jezioro sięgało pierwszego stopnia. Sąsiedzi obierali różne strategie, by dostać się do drzwi. Na bosaka, w sandałach, klapkach, z ręcznikiem przewieszonym przez ramię. Wejście od podwórza nie było w żaden sposób utrudnione, ale chyba nikt nie miał pod ręką klucza od tych rzadko, bo tylko przez właścicieli psów oraz rodziców dzieci w wieku szkolnym, używanych drzwi.




Odziani w kalosze wyszliśmy z Babu, by dostojnie brodząc w mętnej wodzie poczuć się jak w Wenecji i uwiecznić powódź na zdjęciach. Chwilę później dostaliśmy od babci cynk, że Legnicka również zalana, komunikacja miejska i ruch samochodowy zamarły. A zaraz potem zadzwonił przewodniczący klasy z wiadomością, że nasze sale w szkole zalane, więc Maciek pobiegł przyłączyć się do akcji ratunkowej. Wszystkie meble stanęły na krzesełkach. Podłogi do wymiany. Jutrzejsze wyjście do teatru odwołane. Zajęcia przeniesione do sal na piętrach.

W tym momencie sytuacja zdaje się być opanowana. Tramwaje znowu kursują. Kanalizacja przyjęła nadmiar wody. Kałuże wyschły. Ale burzową aurę zapowiadali na cały ten tydzień. Oby to nie była tylko rozgrzewka przed głównym występem.

poniedziałek, 26 maja 2014

Weekend z Diukiem de Crecy


Graliśmy cały długi weekend. Mogłabym tak co tydzień:)