Wczoraj w nocy śniło mi się, że była zima, wczesny zmierzch, skrzypiący śnieg pod nogami, ale wcale nie zimno; stoję na przystanku, takim łączonym albo wiedeńskim, na środku jezdni, z krzesłem pod pachą i ponaglam kogoś, kto wychodzi z bramy kamienicy po drugiej stronie jezdni, taszcząc ze sobą fotel, a robi to z takim ociąganiem się, z jakim wyprowadza się na szybki spacerek namolnego jamnika w słotną noc, i trochę się niecierpliwię, bo zaraz nam ucieknie autobus, a ja przecież tylko miałam pomóc, a nie dyrygować przeprowadzką.
A potem jest znowu jasny dzień, może tak pod wieczór, ale latarnie jeszcze nie zapalone; aura bez zmian, co jest bardzo przyjemne, bo jest mi w sam raz, co zimą na dworze naprawdę rzadko mi się zdarza z racji tego, że zmarźlak ze mnie okropny; siedzę na tarasie restauracji i z pięknego talerza zajadam ravioli, które jest ciepłe, ale wcale na dworze nie paruje; wydaje mi się to nieco dziwne, ale zanadto jestem skupiona na rysowaniu pod stołem obutą w skórzanego kozaka stopą esów floresów na śniegu; jest mi niezręcznie, ponieważ miejsce naprzeciwko zajmuje dawna znajoma, z którą wcale nie mam ochoty rozmawiać.
Niby nic się w tych snach nie działo, ale obudziłam się wyczerpana.
Dziś w nocy było jeszcze lepiej. Zanim w ogóle zasnęłam Maciek przez sen udawał, że gra na trąbce i między jednym chrapnięciem a drugim robił 'tru-tu-tu-tuuu'. Absolutna nowość w jego repertuarze. A potem śniło mi się, że ktoś chce mnie ranić nożem, ale że ja też miałam coś ostrego w ręku, sytuacja stała się patowa. Dalej nie pamiętam, jednak wolałam już wstać.
Wszystko składam na karb tego tłustego żółtego księżyca, który przez ostatnie noce gapił się nam bezczelnie w okna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sny. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 maja 2015
niedziela, 12 kwietnia 2015
Sen o bieganiu
Dawno już mi się nie zdarzyło, żebym, po pierwsze, tak wyraźnie zapamiętała sen, a po drugie, żeby był on tak absurdalnie przyjemny. Śniło mi się, że biorę udział w zawodach sportowych. Biegało się po wyznaczonej trasie i wykonywało określone ćwiczenia. Na jawie omdlewam na samą myśl o konieczności sprostania takiemu wyzwaniu. Tymczasem we śnie truchtałam tak lekko i radośnie, że zrobiłam obowiązkowe piąte kółko, podczas gdy inni zawodnicy nie byli nawet w połowie trasy. Nogi niosły mnie same. Co więcej: dziwiłam się, że nigdy dotąd nie zajęłam się bieganiem zawodowo.
Teraz, gdy za oknem świt, a ja na wpół jeszcze śpiąca piszę te słowa, pomysł, że miałabym znaleźć w sobie motywację do uprawiania joggingu wydaje się żartem. Ale według senników taki sen oznacza zadowolenie z życia, spełnienie planów, miłe niespodzianki i szczęście. Tak, tak, tak! W sumie więc jestem jednak skłonna biegać co noc. Byle we śnie:)
A teraz naciągam kołdrę na głowę i wracam na zawody.
Teraz, gdy za oknem świt, a ja na wpół jeszcze śpiąca piszę te słowa, pomysł, że miałabym znaleźć w sobie motywację do uprawiania joggingu wydaje się żartem. Ale według senników taki sen oznacza zadowolenie z życia, spełnienie planów, miłe niespodzianki i szczęście. Tak, tak, tak! W sumie więc jestem jednak skłonna biegać co noc. Byle we śnie:)
A teraz naciągam kołdrę na głowę i wracam na zawody.
czwartek, 16 października 2014
Sny odzieżowe
Z serii nawiedzających mnie ostatnimi czasy snów konfekcyjnych zapamiętałam dwa. Pierwszy rozgrywał się w nieokreślonej bliżej scenerii. Byłam z Maćkiem. Ktoś powierzył naszej opiece kilkumiesięczne bardzo okrąglutkie dziecko. Oboje byliśmy zaskoczeni, że istnieją maluchy takich gabarytów. Ale kiedy przyszła pora na zmianę pieluszki i zaczęliśmy bobasa rozbierać okazało się, że on tylko buzię na papuśną, a reszta to mistyfikacja, bo dziecko ma na sobie kilkanaście warstw sweterków, pajacyków, kaftaników.
Drugi sen rozgrywał się w kinie. Znowu z Maćkiem. Siedzimy na sali obok siebie i w skupieniu oglądamy film. Mam na sobie zapięty pod szyję płaszczyk. Seans się kończy i idziemy do szatni odebrać kurtki. Pani prosi mnie o numerek, ja lekko zdziwiona jej prośbą zaczynam go szukać po wszystkich kieszeniach, ale bez skutku. Maciek obojętnie, czyli niezwykle jak na niego, stoi obok. I wtedy dociera do mnie, że odzienia z szatni nie odbiorę, bo go tam nie ma - nie mogłam go zostawić mając je cały czas na sobie. I jakoś tak przy okazji przypominam sobie, czemuż to z płaszczykiem nie chciałam się rozstawać. No przecież nic nie mam pod spodem:)
Drugi sen rozgrywał się w kinie. Znowu z Maćkiem. Siedzimy na sali obok siebie i w skupieniu oglądamy film. Mam na sobie zapięty pod szyję płaszczyk. Seans się kończy i idziemy do szatni odebrać kurtki. Pani prosi mnie o numerek, ja lekko zdziwiona jej prośbą zaczynam go szukać po wszystkich kieszeniach, ale bez skutku. Maciek obojętnie, czyli niezwykle jak na niego, stoi obok. I wtedy dociera do mnie, że odzienia z szatni nie odbiorę, bo go tam nie ma - nie mogłam go zostawić mając je cały czas na sobie. I jakoś tak przy okazji przypominam sobie, czemuż to z płaszczykiem nie chciałam się rozstawać. No przecież nic nie mam pod spodem:)
środa, 4 czerwca 2014
Sen o sukience
Śniło mi się, że odwiedziła mnie koleżanka z zamiarem odkupienia ode mnie jakiegoś ubrania. I wybrała sobie moją ulubioną granatową sukienkę. Dała mi za nią pięć dych. A ja stałam jak słup soli, choć wewnętrzny sprzeciw rozdzierał mi serce.
Według sennika sprzedaż garderoby to zapowiedź otrzymania spadku. Tylko nie to!!!
Według sennika sprzedaż garderoby to zapowiedź otrzymania spadku. Tylko nie to!!!
czwartek, 6 marca 2014
Brwi
Śniło mi się, że zasiadłam przed lustrem z mocnym postanowieniem wyregulowania sobie brwi. Słoneczny dzień, światło idealne, by dokładnie przyjrzeć się odbiciu swojej twarzy. I nagle szok! Jak to się mogło stać, że wcześniej tego nie zauważyłam? I dlaczego nikt nie powiedział, że mam brwi jak Rita, długie na kilka centymetrów, białe i sterczące na wszystkie strony?!
wtorek, 4 marca 2014
Pizza
Po cudownym wieczorze, który upłynął na zajadaniu wybornej pizzy w jeszcze lepszym towarzystwie, śniło mi się, że jestem na stypie, ale goście jacyś tacy roześmiani, rozluźnieni. Nagle zjawiają się moja ciocia z wujkiem i wnoszą wielką pizzę, która ledwie mieści się w drzwiach i ma kształt pistoletu. Idę do mojego ojca, żeby go zapytać, czy nie powinniśmy się dołożyć, a on mi na to, że nie ma sprawy, mogę zapłacić i za niego.
niedziela, 23 lutego 2014
Sen o lataniu
Śniło mi się, że jedziemy na wakacje i już na początku trasy mamy wypadek: na zakręcie wypadamy z drogi i dachujemy. Po czym wysiadamy z auta, ja trochę wkurzona na Maćka, że za szybko jechał, a tu okazuje się, że jesteśmy pod domem Kasi M. Wpraszamy się więc z Sebim na urodziny, Maciek idzie zaś poszukać kogoś, kto mu pomoże ustawić auto z powrotem na kołach.
Kasi nie ma w domu, ale jej mam zaprasza nas do środka i dziwi się, że tak mało ujechaliśmy. Bo jesteśmy ponoć dopiero trzydzieści kilometrów za Świdnicą.
A potem proponuje mi, żebym sobie obejrzała dom sąsiadów, który przypomina kościół i hacjendę jednocześnie. Najlepiej, żebym sobie z góry rzuciła okiem, bo fajne okna w dachu mają. W sensie: podleciała sobie paręnaście metrów. I robię to. Unoszę się, jakbym nic innego w życiu nie robiła. A pani M. usłużnie instruuje, żeby mniej gwałtownie rękami machała, to uda mi się zawisnąć w powietrzu bez ruchu.
Kasi nie ma w domu, ale jej mam zaprasza nas do środka i dziwi się, że tak mało ujechaliśmy. Bo jesteśmy ponoć dopiero trzydzieści kilometrów za Świdnicą.
A potem proponuje mi, żebym sobie obejrzała dom sąsiadów, który przypomina kościół i hacjendę jednocześnie. Najlepiej, żebym sobie z góry rzuciła okiem, bo fajne okna w dachu mają. W sensie: podleciała sobie paręnaście metrów. I robię to. Unoszę się, jakbym nic innego w życiu nie robiła. A pani M. usłużnie instruuje, żeby mniej gwałtownie rękami machała, to uda mi się zawisnąć w powietrzu bez ruchu.
wtorek, 11 lutego 2014
Dziadek w pociągu
Śniło mi się, że wędruję ubitą drogą, aż docieram do lasu. A tam, chociaż torów brak, stoi pociąg. W nim mieszka mój dziadek, którego właśnie przyjechałam odwiedzić. Wchodzę przez tylne drzwiczki ostatniego wagonu, takie dosłownie tylne, nie z boku, i przechodzę przez cały długi, umeblowany jak zwykłe, może trochę staromodne domostwo, skład. Wreszcie spotykam pana, którego co prawda pierwszy raz na oczy widzę, ale pokrewieństwu żadne z nas nie zaprzecza. Z plecaka wyjmuję trzy flaszki wina i zasiadamy do stołu. A po kolacji dziadek mówi mi, że jedzie na cowieczorną przejażdżkę bryczką. I faktycznie z okna ostatniego znowu wagonu widzę jak odjeżdża kolaską zaprzęgniętą w konika.
niedziela, 8 września 2013
Straszny sen Maćka
Maciek opowiada mi swój 'straszny' sen.
Pojechałem gdzieś samochodem z Sebastianem. Wzięliśmy ze sobą rowery. Potem zostawiłem małego i poszedłem go jakiegoś miasta. Tam zostawiłem na dworcu rower i znowu gdzieś poszedłem. A jak wróciłem... to się okazało, że...(tu ja już widzę krwawą jatkę z udziełem syna) mój rower cały jest pogruchotany!
Makabra:)
Pojechałem gdzieś samochodem z Sebastianem. Wzięliśmy ze sobą rowery. Potem zostawiłem małego i poszedłem go jakiegoś miasta. Tam zostawiłem na dworcu rower i znowu gdzieś poszedłem. A jak wróciłem... to się okazało, że...(tu ja już widzę krwawą jatkę z udziełem syna) mój rower cały jest pogruchotany!
Makabra:)
czwartek, 8 sierpnia 2013
Sen o samolotach
W Bobolinie śniło mi się, że pojechaliśmy na wakacje i staliśmy na ganku drewnianego domku podziwiając panoramę stolicy tonącą w promieniach zachodzącego słońca. Nagle na niebie pojawiło się sześć samolotów. Trzy małe otoczyły jeden duży, odcinając go od pozostałych, ustawiły się do ataku i stąd ni zowąd zaczął się armagedon. Samoloty wybuchały jeden po drugim, fala uderzenia zmiotła połowę miasta, wokół naszego domku, który jakimś cudem ostał się niemalże nienaruszony, zaroiło się od strażaków i umorusanych ofiar pożarów. A na koniec Maciek, odpowiadając na Bastka pytanie, dlaczego ktoś zaatakował nasze linie lotnicze, powiedział, że było to od dawna spodziewane, bo podobne ataki miały już miejsce w Rosji i kwestią czasu było przesunięcie się linii frontu.
Sen o terminalu
Maćka sen wakacyjny rozgrywał się tuż przy wejściu na bobolińską plażę. Znajdował się tam jedyny w okolicy sklep z piwem, a płacić można było tylko kartą. Pech chciał, że zasięg był tam kiepściutki, sygnał nie docierał i terminal zwykle nie działał, więc zakupów nie sposób było zrobić. No koszmar po prostu;)
czwartek, 4 lipca 2013
Sen o kosmosie
Wrócił do mnie koszmar z dzieciństwa. Wydaje się już dosyć oswojony, ale nadal dławi mnie w gardle, kiedy się z niego budzę.
Zaczyna się od tego, że ciało pęcznieje mi w nieskończoność. Jakbym zamieniała się w gigantyczną dmuchaną piłkę. Czuję, że rosnę, a skóra staje się granicami wszchświata. Wypełnia ją próżnia. Bo prawdziwa ja odklejam się od ciała, jestem tylko drobinką, która rozpędzona do zawrotnej prędkości pędzi gdzieś w dół. Z ciałem łączy mnie tylko jedno: odczucie gorzkiej pustki pod językiem. Opis może dość enigmatyczny, ale najbardziej precyzyjny, jaki przychodzi mi na myśl.
No i tak sobie w ciemności lecę na łeb na szyję, coraz mniejsza, w coraz większych ciemnościach, coraz szybciej, aż zawroty głowy nie sprawią, że zlana potem się przebudzę.
Miodzio, co?
Zaczyna się od tego, że ciało pęcznieje mi w nieskończoność. Jakbym zamieniała się w gigantyczną dmuchaną piłkę. Czuję, że rosnę, a skóra staje się granicami wszchświata. Wypełnia ją próżnia. Bo prawdziwa ja odklejam się od ciała, jestem tylko drobinką, która rozpędzona do zawrotnej prędkości pędzi gdzieś w dół. Z ciałem łączy mnie tylko jedno: odczucie gorzkiej pustki pod językiem. Opis może dość enigmatyczny, ale najbardziej precyzyjny, jaki przychodzi mi na myśl.
No i tak sobie w ciemności lecę na łeb na szyję, coraz mniejsza, w coraz większych ciemnościach, coraz szybciej, aż zawroty głowy nie sprawią, że zlana potem się przebudzę.
Miodzio, co?
środa, 13 lutego 2013
Sen o drzemce
Śniło mi się, że kiedy obudziłam się z drzemki, urodzinowa impreza Babu była już w toku, choć przebiagała dość niespodziewanie: jubilat pływał w basenie, dorosłych było więcej niż dzieci i siedzieli mocno naburmuszeni, a na koniec okazało się, że poczęstunku nie będzie, bo zamiast zająć się tortem, oglądałam z Maćkiem telewizję, a potem zasnęłam. Usiłowałam ratować sytuację wymykając się do cukierni, ale i to mi się nie udało, bo znowu się obudziłam, tym razem naprawdę. W dodatku przeziębiona na całego. Także wracam do łóżka, a w kwestii tortu niczego nie obiecuję:)
poniedziałek, 17 grudnia 2012
niedziela, 10 czerwca 2012
Pierwsze słówka
Przy okazji omawiania postępów Laury w mówieniu i chodzeniu (podobnie jak kuzyn nie spieszy ona się z tuptaniem i bez krępacji zasuwa na kolanach wywijając pupą jak mały autobusik) odkopałam zapiski, jakie regularnie robiłam, kiedy Bastek z dnia na dzień poszerzał zasób swojego słownictwa. W sierpniu 2008 roku zanotowałam osiemnaście regularnie używanych słów. Miesiąc później było ich ponad dwa razy więcej. Nie o ilość jednakże chodzi, ale o same wyrazy i ich kształt w wydaniu Babusiowym. I tak 'miho' to był misio, 'monio' to mocno, 'penio' - ciemno, skąpe 'ś' oznaczało liść, 'paszam' - przepraszam, 'tata i patita' robiły za patelnię z pokrywką, a bajkowy Tomek miał 'pocicieli' zamiast przyjaciół. Ciekawa jest też tematyka - na siedemdziesiąt wyrazów przypadających na koniec października cztery to marki samochodów. I od razu mam przed oczami zabawę w rozpoznawanie znaczków na autach. Ale najbardziej podoba mi się zapis Babulowych snów - w wieku dwóch lat śniło mu się (a przynajmniej tak zeznawał) to samo przez cały miesiąc: czoło i włosy:)
środa, 30 maja 2012
Sny Pati i Michała
Pati śniło się, że była u nas i niechący przysiadła na obrazku Babusia. Malunek przedstawiał śliczą małpkę. Więcej szczegółów nie pamięta.
A Michałowi już dawno temu śniło się, że był w okolicach Hali Targowej i zobaczył, że sprzedaję tam na straganie warzywa.
A Michałowi już dawno temu śniło się, że był w okolicach Hali Targowej i zobaczył, że sprzedaję tam na straganie warzywa.
środa, 16 maja 2012
Makaron z ziemią
Sen najstraszniejszy ze strasznych. Byłam w szkole, opustoszałej i klaustrofobicznej, która wyglądała jak szpital albo internat. Każda sala okazywała się stołówką. Potem na drodze zobaczyłam dziewczynkę w koszulce nocnej. Był dzień, może nie słoneczny, ale na pewno nie było ciemno. Mała stała sobie na środku ulicy, a do mnie dotarło, że za chwilę przejedzie tędy ciężarówka i zabije ją w ułamku sekundy. Nie widziałam jednak wypadku, bo znalazłam się w swojej kuchni. Mieszałam w głębokim talerzu makaron. Nagle przypomniałam sobie, że chyba przy sprzątaniu zapomnieliśmy o kałuży krwi koło łóżka. Pobiegłam do sypialni. Podłoga i ściana były we krwi, chociaż na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to puszka pomidorów eksplodowała w kącie pokoju. A kiedy wróciłam do kuchni i mieszania makaronu, zobaczyłam, że talerz jest pełen czarnej ziemi. Pogmerałam w niej trochę łyżką, ale nie wiedziałam, jak się wykręcić od jedzenia. I wtedy dowiedziałam się, że ktoś z bliskiej rodziny właśnie zmarł.
sobota, 7 kwietnia 2012
Hamulce, śnieg, długa kita
W ciągu ostatnich tygodni sny mam coś krótkie i mało urozmaicone fabularnie. Raz jadąc samochodem odkryłam, że nie działa hamulec i na tyle delikatnie, na ile się dało, wjechałam w auto przed sobą. Innym razem w drodze do pracy przedzierałam się przez pokrytą ogromną ilością śniegu mieścinę i usiłowałam sfotografować księżyc wiszący nisko nad ziemią. A parę dni temu okazało się, że mam cudownie długie i gęste włosy spięte w zabójczą kitę. Po przebudzeniu przeżyłam lekkie rozczarowanie przeglądając się w lustrze.
niedziela, 25 marca 2012
Sen o znajdowaniu monet
Śniło mi się, że szłam chodnikiem i co krok znajdowałam pieniądze. Nominały były niestety jak w realu: same drobniaki:)
czwartek, 15 marca 2012
Sen o słodyczach w tramwaju
Miałam nadspodziewanie przyjemny sen. Zaczęło się od jazdy tramwajem. Byłam z koleżanką. Miałyśmy miejsca siedzące, więc kiedy na którymś przystanku wsiadła starsza wielce wystrojona pani, od razu chciałyśmy ustąpić jej krzesła. Ale w powietrzu zawisło pytanie, czy dostojna dama nie poczuje się obrażona (że niby za młoda na naszą impertynencką propozycję). Ale z drugiej strony, jak nie wstaniemy w porę, może nam trzepnąć torebką przez głowę. Ja zastygłam w bezruchu, a moja koleżanka pobiegła do automatu, który jak się okazało zaopatrywał pasażerów w słodycze zamiast biletów i kupiła damulce dwa batony. Byłyśmy uratowane. Hahaha!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
