Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 maja 2015

Pełnia

Wczoraj w nocy śniło mi się, że była zima, wczesny zmierzch, skrzypiący śnieg pod nogami, ale wcale nie zimno; stoję na przystanku, takim łączonym albo wiedeńskim, na środku jezdni, z krzesłem pod pachą i ponaglam kogoś, kto wychodzi z bramy kamienicy po drugiej stronie jezdni, taszcząc ze sobą fotel, a robi to z takim ociąganiem się, z jakim wyprowadza się na szybki spacerek namolnego jamnika w słotną noc, i trochę się niecierpliwię, bo zaraz nam ucieknie autobus, a ja przecież tylko miałam pomóc, a nie dyrygować przeprowadzką.

A potem jest znowu jasny dzień, może tak pod wieczór, ale latarnie jeszcze nie zapalone; aura bez zmian, co jest bardzo przyjemne, bo jest mi w sam raz, co zimą na dworze naprawdę rzadko mi się zdarza z racji tego, że zmarźlak ze mnie okropny; siedzę na tarasie restauracji i z pięknego talerza zajadam ravioli, które jest ciepłe, ale wcale na dworze nie paruje; wydaje mi się to nieco dziwne, ale zanadto jestem skupiona na rysowaniu pod stołem obutą w skórzanego kozaka stopą esów floresów na śniegu; jest mi niezręcznie, ponieważ miejsce naprzeciwko zajmuje dawna znajoma, z którą wcale nie mam ochoty rozmawiać.
Niby nic się w tych snach nie działo, ale obudziłam się wyczerpana.

Dziś w nocy było jeszcze lepiej. Zanim w ogóle zasnęłam Maciek przez sen udawał, że gra na trąbce i między jednym chrapnięciem a drugim robił 'tru-tu-tu-tuuu'. Absolutna nowość w jego repertuarze. A potem śniło mi się, że ktoś chce mnie ranić nożem, ale że ja też miałam coś ostrego w ręku, sytuacja stała się patowa. Dalej nie pamiętam, jednak wolałam już wstać.

Wszystko składam na karb tego tłustego żółtego księżyca, który przez ostatnie noce gapił się nam bezczelnie w okna.




niedziela, 12 kwietnia 2015

Sen o bieganiu

Dawno już mi się nie zdarzyło, żebym, po pierwsze, tak wyraźnie zapamiętała sen, a po drugie, żeby był on tak absurdalnie przyjemny. Śniło mi się, że biorę udział w zawodach sportowych. Biegało się po wyznaczonej trasie i wykonywało określone ćwiczenia. Na jawie omdlewam na samą myśl o konieczności sprostania takiemu wyzwaniu. Tymczasem we śnie truchtałam tak lekko i radośnie, że zrobiłam obowiązkowe piąte kółko, podczas gdy inni zawodnicy nie byli nawet w połowie trasy. Nogi niosły mnie same. Co więcej: dziwiłam się, że nigdy dotąd nie zajęłam się bieganiem zawodowo.

Teraz, gdy za oknem świt, a ja na wpół jeszcze śpiąca piszę te słowa, pomysł, że miałabym znaleźć w sobie motywację do uprawiania joggingu wydaje się żartem. Ale według senników taki sen oznacza zadowolenie z życia, spełnienie planów, miłe niespodzianki i szczęście. Tak, tak, tak! W sumie więc jestem jednak skłonna biegać co noc. Byle we śnie:)

A teraz naciągam kołdrę na głowę i wracam na zawody.


czwartek, 16 października 2014

Sny odzieżowe

Z serii nawiedzających mnie ostatnimi czasy snów konfekcyjnych zapamiętałam dwa. Pierwszy rozgrywał się w nieokreślonej bliżej scenerii. Byłam z Maćkiem. Ktoś powierzył naszej opiece kilkumiesięczne bardzo okrąglutkie dziecko. Oboje byliśmy zaskoczeni, że istnieją maluchy takich gabarytów. Ale kiedy przyszła pora na zmianę pieluszki i zaczęliśmy bobasa rozbierać okazało się, że on tylko buzię na papuśną, a reszta to mistyfikacja, bo dziecko ma na sobie kilkanaście warstw sweterków, pajacyków, kaftaników.

Drugi sen rozgrywał się w kinie. Znowu z Maćkiem. Siedzimy na sali obok siebie i w skupieniu oglądamy film. Mam na sobie zapięty pod szyję płaszczyk. Seans się kończy i idziemy do szatni odebrać kurtki. Pani prosi mnie o numerek, ja lekko zdziwiona jej prośbą zaczynam go szukać po wszystkich kieszeniach, ale bez skutku. Maciek obojętnie, czyli niezwykle jak na niego, stoi obok. I wtedy dociera do mnie, że odzienia z szatni nie odbiorę, bo go tam nie ma - nie mogłam go zostawić mając je cały czas na sobie. I jakoś tak przy okazji przypominam sobie, czemuż to z płaszczykiem nie chciałam się rozstawać. No przecież nic nie mam pod spodem:)


środa, 4 czerwca 2014

Sen o sukience

Śniło mi się, że odwiedziła mnie koleżanka z zamiarem odkupienia ode mnie jakiegoś ubrania. I wybrała sobie moją ulubioną granatową sukienkę. Dała mi za nią pięć dych. A ja stałam jak słup soli, choć wewnętrzny sprzeciw rozdzierał mi serce.

Według sennika sprzedaż garderoby to zapowiedź otrzymania spadku. Tylko nie to!!!

czwartek, 6 marca 2014

Brwi

Śniło mi się, że zasiadłam przed lustrem z mocnym postanowieniem wyregulowania sobie brwi. Słoneczny dzień, światło idealne, by dokładnie przyjrzeć się odbiciu swojej twarzy. I nagle szok! Jak to się mogło stać, że wcześniej tego nie zauważyłam? I dlaczego nikt nie powiedział, że mam brwi jak Rita,  długie na kilka centymetrów, białe i sterczące na wszystkie strony?!

wtorek, 4 marca 2014

Pizza

Po cudownym wieczorze, który upłynął na zajadaniu wybornej pizzy w jeszcze lepszym towarzystwie, śniło mi się, że jestem na stypie, ale goście jacyś tacy roześmiani, rozluźnieni. Nagle zjawiają się moja ciocia z wujkiem i wnoszą wielką pizzę, która ledwie mieści się w drzwiach i ma kształt pistoletu. Idę do mojego ojca, żeby go zapytać, czy nie powinniśmy się dołożyć, a on mi na to, że nie ma sprawy, mogę zapłacić i za niego.

niedziela, 23 lutego 2014

Sen o lataniu

Śniło mi się, że jedziemy na wakacje i już na początku trasy mamy wypadek: na zakręcie wypadamy z drogi i dachujemy. Po czym wysiadamy z auta, ja trochę wkurzona na Maćka, że za szybko jechał, a tu okazuje się, że jesteśmy pod domem Kasi M. Wpraszamy się więc z Sebim na urodziny, Maciek idzie zaś poszukać kogoś, kto mu pomoże ustawić auto z powrotem na kołach.
Kasi nie ma w domu, ale jej mam zaprasza nas do środka i dziwi się, że tak mało ujechaliśmy. Bo jesteśmy ponoć dopiero trzydzieści kilometrów za Świdnicą.
A potem proponuje mi, żebym sobie obejrzała dom sąsiadów, który przypomina kościół i hacjendę jednocześnie. Najlepiej, żebym sobie z góry rzuciła okiem, bo fajne okna w dachu mają. W sensie: podleciała sobie paręnaście metrów. I robię to. Unoszę się, jakbym nic innego w życiu nie robiła. A pani M. usłużnie instruuje, żeby mniej gwałtownie rękami machała, to uda mi się zawisnąć w powietrzu bez ruchu.

wtorek, 11 lutego 2014

Dziadek w pociągu

Śniło mi się, że wędruję ubitą drogą, aż docieram do lasu. A tam, chociaż torów brak, stoi pociąg. W nim mieszka mój dziadek, którego właśnie przyjechałam odwiedzić. Wchodzę przez tylne drzwiczki ostatniego wagonu, takie dosłownie tylne, nie z boku, i przechodzę przez cały długi, umeblowany jak zwykłe, może trochę staromodne domostwo, skład. Wreszcie spotykam pana, którego co prawda pierwszy raz na oczy widzę, ale pokrewieństwu żadne z nas nie zaprzecza. Z plecaka wyjmuję trzy flaszki wina i zasiadamy do stołu. A po kolacji dziadek mówi mi, że jedzie na cowieczorną przejażdżkę bryczką. I faktycznie z okna ostatniego znowu wagonu widzę jak odjeżdża kolaską zaprzęgniętą w konika.

niedziela, 8 września 2013

Straszny sen Maćka

Maciek opowiada mi swój 'straszny' sen.
Pojechałem gdzieś samochodem z Sebastianem. Wzięliśmy ze sobą rowery. Potem zostawiłem małego i poszedłem go jakiegoś miasta. Tam zostawiłem na dworcu rower i znowu gdzieś poszedłem. A jak wróciłem... to się okazało, że...(tu ja już widzę krwawą jatkę z udziełem syna) mój rower cały jest pogruchotany!
Makabra:)

czwartek, 8 sierpnia 2013

Sen o samolotach

W Bobolinie śniło mi się, że pojechaliśmy na wakacje i staliśmy na ganku drewnianego domku podziwiając panoramę stolicy tonącą w promieniach zachodzącego słońca. Nagle na niebie pojawiło się sześć samolotów. Trzy małe otoczyły jeden duży, odcinając go od pozostałych, ustawiły się do ataku i stąd ni zowąd zaczął się armagedon. Samoloty wybuchały jeden po drugim, fala uderzenia zmiotła połowę miasta, wokół naszego domku, który jakimś cudem ostał się niemalże nienaruszony, zaroiło się od strażaków i umorusanych ofiar pożarów. A na koniec Maciek, odpowiadając na Bastka pytanie, dlaczego ktoś zaatakował nasze linie lotnicze, powiedział, że było to od dawna spodziewane, bo podobne ataki miały już miejsce w Rosji i kwestią czasu było przesunięcie się linii frontu.

Sen o terminalu

Maćka sen wakacyjny rozgrywał się tuż przy wejściu na bobolińską plażę. Znajdował się tam jedyny w okolicy sklep z piwem, a płacić można było tylko kartą. Pech chciał, że zasięg był tam kiepściutki, sygnał nie docierał i terminal zwykle nie działał, więc zakupów nie sposób było zrobić. No koszmar po prostu;)

czwartek, 4 lipca 2013

Sen o kosmosie

Wrócił do mnie koszmar z dzieciństwa. Wydaje się już dosyć oswojony, ale nadal dławi mnie w gardle, kiedy się z niego budzę.
Zaczyna się od tego, że ciało pęcznieje mi w nieskończoność. Jakbym zamieniała się w gigantyczną dmuchaną piłkę. Czuję, że rosnę, a skóra staje się granicami wszchświata. Wypełnia ją próżnia. Bo prawdziwa ja odklejam się od ciała, jestem tylko drobinką, która rozpędzona do zawrotnej prędkości pędzi gdzieś w dół. Z ciałem łączy mnie tylko jedno: odczucie gorzkiej pustki pod językiem. Opis może dość enigmatyczny, ale najbardziej precyzyjny, jaki przychodzi mi na myśl.
No i tak sobie w ciemności lecę na łeb na szyję, coraz mniejsza, w coraz większych ciemnościach, coraz szybciej, aż zawroty głowy nie sprawią, że zlana potem się przebudzę.
Miodzio, co?

środa, 13 lutego 2013

Sen o drzemce

Śniło mi się, że kiedy obudziłam się z drzemki, urodzinowa impreza Babu była już w toku, choć przebiagała dość niespodziewanie: jubilat pływał w basenie, dorosłych było więcej niż dzieci i siedzieli mocno naburmuszeni, a na koniec okazało się, że poczęstunku nie będzie, bo zamiast zająć się tortem, oglądałam z Maćkiem telewizję, a potem zasnęłam. Usiłowałam ratować sytuację wymykając się do cukierni, ale i to mi się nie udało, bo znowu się obudziłam, tym razem naprawdę. W dodatku przeziębiona na całego. Także wracam do łóżka, a w kwestii tortu niczego nie obiecuję:)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Homeland

Genialny!!! Oglądamy już drugą serię i słabych punktów jak dotąd nie dostrzegam. Za to po nocach mi się śnią szpiegowskie misje;)

niedziela, 10 czerwca 2012

Pierwsze słówka

Przy okazji omawiania postępów Laury w mówieniu i chodzeniu (podobnie jak kuzyn nie spieszy ona się z tuptaniem i bez krępacji zasuwa na kolanach wywijając pupą jak mały autobusik) odkopałam zapiski, jakie regularnie robiłam, kiedy Bastek z dnia na dzień poszerzał zasób swojego słownictwa. W sierpniu 2008 roku zanotowałam osiemnaście regularnie używanych słów. Miesiąc później było ich ponad dwa razy więcej. Nie o ilość jednakże chodzi, ale o same wyrazy i ich kształt w wydaniu Babusiowym. I tak 'miho' to był misio, 'monio' to mocno, 'penio' - ciemno, skąpe 'ś' oznaczało liść, 'paszam' - przepraszam,  'tata i patita' robiły za patelnię z pokrywką, a bajkowy Tomek miał 'pocicieli' zamiast przyjaciół. Ciekawa jest też tematyka - na siedemdziesiąt wyrazów przypadających na koniec października cztery to marki samochodów. I od razu mam przed oczami zabawę w rozpoznawanie znaczków na autach. Ale najbardziej podoba mi się zapis Babulowych snów - w wieku dwóch lat śniło mu się (a przynajmniej tak zeznawał) to samo przez cały miesiąc: czoło i włosy:)

środa, 30 maja 2012

Sny Pati i Michała

Pati śniło się, że była u nas i niechący przysiadła na obrazku Babusia. Malunek przedstawiał śliczą małpkę. Więcej szczegółów nie pamięta.
A Michałowi już dawno temu śniło się, że był w okolicach Hali Targowej i zobaczył, że sprzedaję tam na straganie warzywa.

środa, 16 maja 2012

Makaron z ziemią

Sen najstraszniejszy ze strasznych. Byłam w szkole, opustoszałej i klaustrofobicznej, która wyglądała jak szpital albo internat. Każda sala okazywała się stołówką. Potem na drodze zobaczyłam dziewczynkę w koszulce nocnej. Był dzień, może nie słoneczny, ale na pewno nie było ciemno. Mała stała sobie na środku ulicy, a do mnie dotarło, że za chwilę przejedzie tędy ciężarówka i zabije ją w ułamku sekundy. Nie widziałam jednak wypadku, bo znalazłam się w swojej kuchni. Mieszałam w głębokim talerzu makaron. Nagle przypomniałam sobie, że chyba przy sprzątaniu zapomnieliśmy o kałuży krwi koło łóżka. Pobiegłam do sypialni. Podłoga i ściana były we krwi, chociaż na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to puszka pomidorów eksplodowała w kącie pokoju. A kiedy wróciłam do kuchni i mieszania makaronu, zobaczyłam, że talerz jest pełen czarnej ziemi. Pogmerałam w niej trochę łyżką, ale nie wiedziałam, jak się wykręcić od jedzenia. I wtedy dowiedziałam się, że ktoś z bliskiej rodziny właśnie zmarł.

sobota, 7 kwietnia 2012

Hamulce, śnieg, długa kita

W ciągu ostatnich tygodni sny mam coś krótkie i mało urozmaicone fabularnie. Raz jadąc samochodem odkryłam, że nie działa hamulec i na tyle delikatnie, na ile się dało, wjechałam w auto przed sobą. Innym razem w drodze do pracy przedzierałam się przez pokrytą ogromną ilością śniegu mieścinę i usiłowałam sfotografować księżyc wiszący nisko nad ziemią. A parę dni temu okazało się, że mam cudownie długie i gęste włosy spięte w zabójczą kitę. Po przebudzeniu przeżyłam lekkie rozczarowanie przeglądając się w lustrze.

niedziela, 25 marca 2012

Sen o znajdowaniu monet

Śniło mi się, że szłam chodnikiem i co krok znajdowałam pieniądze. Nominały były niestety jak w realu: same drobniaki:)

czwartek, 15 marca 2012

Sen o słodyczach w tramwaju

Miałam nadspodziewanie przyjemny sen. Zaczęło się od jazdy tramwajem. Byłam z koleżanką. Miałyśmy miejsca siedzące, więc kiedy na którymś przystanku wsiadła starsza wielce wystrojona pani, od razu chciałyśmy ustąpić jej krzesła. Ale w powietrzu zawisło pytanie, czy dostojna dama nie poczuje się obrażona (że niby za młoda na naszą impertynencką propozycję). Ale z drugiej strony, jak nie wstaniemy w porę, może nam trzepnąć torebką przez głowę. Ja zastygłam w bezruchu, a moja koleżanka pobiegła do automatu, który jak się okazało zaopatrywał pasażerów w słodycze zamiast biletów i kupiła damulce dwa batony. Byłyśmy uratowane. Hahaha!