Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzyka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 czerwca 2015

Koncert


Andrea Bocelli śpiewał, kiedy już dawno byliśmy w domu. Ale chociaż podwójną tęczę nas stadionem dane było nam zobaczyć;)


niedziela, 7 grudnia 2014

Gaba Kulka


Charyzmatyczna wokalistka, klimatyczne wnętrze Starego Klasztoru, ale materiał z nowej płyty tak smętny, że koncert Gaby udało mi się przetrwać tylko dzięki skupieniu uwagi na perkusiście, który tak żywiołowo poruszał się przy swoim instrumencie, że miałam wrażenie, iż muzyka przepływa przez każdą komórkę jego ciała. Kto nie widział Roberta Rasza w akcji, nie wie, co to zaangażowanie.
Ale i tak chyba pierwszy raz w życiu uciekłam z koncertu nim muzyka ucichła:(



piątek, 11 lipca 2014

Imany

The Shape of Broken Heart.

Płyta tygodnia. Łagodne, wprawiające w dobry nastrój dźwięki plus charyzmatyczny głos Imany, której fascynację Tracy Chapman słychać w co drugiej piosence. Dla wszystkich, którym działa na nerwy pośpiech w pracy, namolni klienci czy współpracownicy, wolny internet, odmawiający posłuszeństwa komputer oraz deszcz zaczynający padać akurat wtedy, kiedy możny by już się zbierać do domu.

czwartek, 19 czerwca 2014

piątek, 6 czerwca 2014

Linkin Park

Koncert, na który trafiłam w sumie przypadkowo, okazał się najlepszym, na jakim do tej pory byłam. I nic, że znam może ze cztery kawałki z repertuaru Linkin Park. To się na pewno zmieni, bo rozsmakowałam się w ich muzyce. Ich występ był tak naładowany energią i emocjami, że trudno mi od niego oderwać myśli.
Do tej pory czuję adrenalinę, kiedy odtwarzam w głowie najlepsze sceny z koncertu. Na stadionie ponad trzydzieści tysięcy ludzi. Ja na płycie pod telebimem, z widokiem na scenę. Nad głowami czarne niebo bez gwiazd. I po kilku utworach, które rozgrzały tłum fanów do czerwoności, robi się cicho, rozbrzmiewają pierwsze dźwięki 'Iridescent', a cały stadion zaczyna mrugać światełkami komórek. Jest ich coraz więcej. A potem włącza się tęczowa iluminacja na elewacji. Niesamowite wrażenie.
Albo coś takiego: bisy trwające kilkadziesiąt minut, a tłum, gdziekolwiek nie obrócić głowy, klaszcze, tańczy, śpiewa. Las rąk wyciągniętych ku niebu, falujących w rytm oszałamiającej muzyki. I miny chłopaków z Linkin, kiedy szperacz omiata stadion i widzą, jaką reakcję udało im się wywołać swoim występem.
Albo kiedy panowie na zakończenie dziękują publiczności i śmieją się do fanów i siebie nawzajem w taki sposób, że nie ma cienia wątpliwości, że dali z siebie wszystko, dobrze się bawili i będą chcieli tu wrócić.
Och, no było wspaniale. W każdym szczególe. Od strony organizacyjnej dużo słabiej, zwłaszcza w porównaniu do Open'era, ale to, co się działo na scenie i pod nią, warte było stania w bezsensownej kolejce.

niedziela, 11 maja 2014

Renovatio

Cudowna płyta. I chyba przetrwa z nami dłużej niż tylko tę wiosnę. Podoba mi się co najmniej tak samo, jak pierwszy, mój ulubiony, krążek Edyty 'Love'. Słuchamy i słuchamy. Bo tym razem to Maciek włączył ją w trybie powtarzania bez końca, z czego skwapliwie korzystam.

piątek, 9 maja 2014

Koncerty

Niespodziewanie dla samej siebie rozsmakowałam się w koncertach, które nałogowo już puszczam sobie w pracy z youtube'a. I odkryłam, że płyty studyjne i występy na żywo to dwa różne światy, a wyobrażenie o artyście na podstawie samego materiału z perfekcyjnie dopracowanego krążka absolutnie nie powinno być podstawą do decyzji o zakupie biletu na koncert.
Tak na przykład Joss Stone wywiadów udziela przezabawnych, ale na scenie jest raczej drętwa i ciągle powtarza te same teksty. Podobnie jest z Alicią Key. Obydwie je uwielbiam, jednakże tylko kiedy śpiewają.
Adam Levine z Maroon 5 jest z kolei przeuroczy i rozgadany, ale jaki on ma piskliwy głosik! Gdybym nie wiedziała, jak facet wygląda, oczyma wyobraźni widziałabym raczej chłopaka przed mutacją.
Adele grająca w The Tabernacle rozbawiła mnie swoim szaleńczym chichotem i rozczuliła wzmianką o Beyonce. Ta zaś została zdetronizowana przez Michaela Buble, którego lata temu widziałam w telewizji i zapamiętałam jako nadętego bubka, podczas gdy facet na scenie jest mistrzem ceremonii, gada jak nakręcony, a jest tak zabawny i czarujący, że śmiało mógłby występować z trzema utworami, resztę czasu przeznaczając na swoje historyjki i żarciki. I właśnie na taki koncert warto, moim zdaniem, pójść:)

czwartek, 17 kwietnia 2014

Joss Stone

Są płyty, które się nie starzeją. W tym tygodniu cofnęłam się o dobrych parę lat wstecz, kiedy obsesyjnie słuchałam 'Mind, body and soul'. Słoneczne letnie miesiące, nowa praca, świetni ludzie, życie jak w Madrycie. I od razu dopadła mnie pokusa, by urwać się na wagary, zrobić sobie krótkie wakacje, wyjść na słońce. Coś z tą dobrą energią trzeba będzie zrobić:)

czwartek, 10 kwietnia 2014

Beyonce in Glastonbury

Gdzieś tak zimą przypadkowo obejrzałam kawałek koncertu Beyonce. Zatkało mnie, kiedy uświadomiłam sobie, że znam prawie wszystkie jej kawałki, bo właśnie do nich najbardziej lubię się bawić, kiedy czasem wychodzę potańczyć. Zaintrygowana zbadałam, co oferuje w tej kwestii Youtube. Nie miałam pojęcia, że dziewczyna daje takie profesjonalne występy, że jest tak sympatyczna, że ma tak zaraźliwy śmiech i tak dalej. Słowem: oczarowała mnie.
Ale prawdziwe szaleństwo nadeszło, kiedy pewnego dnia włączyłam sobie w pracy nagranie z koncertu w Glastonbury. Od tamtej pory ilekroć czuję, że zbliżam się do granic swej wytrzymałości, zakładam słuchawki i przenoszę się w inny wymiar. Działa bezbłędnie i za każdym razem. Sprawdziłam ponad setkę razy. W tym tygodniu codziennie po kilka godzin.
Poważnie zaczynam rozważać wymianę słuchawek na model bardziej dla uszu komfortowy.

czwartek, 20 marca 2014

Stereophonics

Od rana do wieczora, w kółko. Nie mogę się nacieszyć tą płytą. Ten tydzień należy do Stereophonics.


czwartek, 13 marca 2014

Only Lovers Left Alive

Pomijając dwa słabe punkty (natrętne wskazywanie na powiązania między Marlowem i Szekspirem oraz scena śmierci staruszka) film jest doskonały. Perfekcyjnie piękna i intrygująca para głównych bohaterów, fantastyczne zdjęcia, jak zawsze charyzmatyczna Tilda Swinton, cudownie niespieszne tempo narracji, zabawne dialogi i spora dawka ironii, zaskakujące zakończenie, urzekająco skomponowane wnętrza, dobitnie i wiarygodnie uzupełniające charakterystykę ich mieszkańców, zapadające w pamięć stroje i stylizacja postaci, a przede wszystkim muzyka, która rozbrzmiewa w uszach na długo po zakończeniu seansu. Wisienką na torcie była dla mnie scena z lodami oraz momenty, kiedy Eve i Adam zamierali w bezruchu sycąc oczy widza wysmakowanymi, pełnymi wdzięku i niosącymi ogromny ładunek emocji, kompozycjami, w jakie układały się ich ciała.

niedziela, 9 lutego 2014

August: Osage County

Film przepiękny i bardzo poruszający, ale ogrom smutku, jakim nas na długo przepełni, uświadamiamy sobie dopiero, kiedy wyświetlają się napisy. Do ciężko chorej matki zjeżdżają się trzy córki. Powodem jest zniknięcie ich ojca. Chwilę później okazuje się, że popełnił on samobójstwo. Kiedy cała rodzina zasiądzie do stołu, koszmar, w jakim żyją, ukaże się w całej swej okazałości. Nikt tu nie jest szczęśliwy i raczej nie ma co się łudzić, że nastąpi przełom i pojednanie. Są krzywdy, których nie da się naprawić, decyzje i słowa, których nie da się cofnąć. I nawet iskierka nadziei, jaką niesie ze sobą miłość Ivy i Małego Charlesa, zostanie brutalnie stłamszona w zarodku.
Meryl Streep po raz kolejny dała tu popis swoich umiejętności. Stypa i scena rozmowy z córkami w ogrodzie, kiedy opowiada historię wymarzonego prezentu pod choinkę, mrożą krew w żyłach i wbijają w fotel. Ale prawdziwą gwiazdą tego filmu jest dla mnie Julia Roberts grająca równie despotyczną i zimną jak matka Barbarę. W mojej ocenie jest to rola jej życia. Perełką, o której muszę wspomnieć jest utwór 'Last Mile Home' Kings of Leon, który słyszymy na końcu. Chyba trzeba sprawić sobie soundtrack z 'Sierpnia'.

sobota, 28 września 2013

The Imperial March


Dziś ja i Babu rozwinęliśmy się muzycznie. I każde z nas potrafi zagrać na pianinie siedem pierwszych taktów z Marszu Imperialnego!

środa, 10 lipca 2013

Open'er



Stało się! Marzenie się spełniło, widziałam na żywo Kings of Leon! I przyznaję, że warto było tłuc się pół doby przez całą Polskę.
Rozmach, z jakim odbywa się Open'er zaskakiwał mnie na każdym kroku. Sznur autobusów dowożących festiwalowiczów na miejsce, niekończące się pole namiotowe i wreszcie morze ludzi wypełniających olbrzymią przestrzeń lotniska. Organizacja rewelacyjna. Do tego niezmiernie pozytywne nastawienie uczestników, żadne tam burdy czy pijacki bełkot. Młodzież wie, jak się dobrze bawić.
A sam koncert, który dla mnie był gwoździem programu, dokładnie spełnił moje oczekiwania. Specjalnego show nie było, ale chyba nikt się tego nie spodziewał po chłopakach z Nashville. Za to muzyka niosła się pięknie, większość wykonanych utworów pochodziła z mojej ukochanej płyty, bisy były, no po prostu idealnie.
Bilet chyba oprawię i na ścianę rzucę. A przynajmniej zalaminuję go (no dobra: okleję przezroczystą taśmą), zanim skończy jak inne jako zakładka do książek:)

środa, 2 stycznia 2013

Once

Oczarowała mnie ta historia. Prostota, subtelność, wdzięk. Zero nachalnosci. Fantastyczna muzyka. I zauroczenie oraz miłość w najczystszej formie. Warto zatrzymać się dla tego filmu, dać sobie czas, zorganizować możliwie przyjazne warunki i obejrzeć go oraz wysłuchać bez pośpiechu i planów na godziny zaraz po seansie. By potem już tylko odtwarzać po wielekroć soundtrack i bez końca wsłuchiwać się w teksty kolejnych piosenek Glena Harsarda i Markety Irglovej.

piątek, 16 listopada 2012

Mela Koteluk

Wolny piątek. Ja i Mela sam na sam. Głośność ustawiona powyżej granicy znośnej dla moich chłopaków. Rekompensata za koncert, na który ciężko było mi się zebrać w niedzielę dwa tygodnie temu.

środa, 24 października 2012

Ray Wilson & the Berlin Symphony Ensemble


Mamo, kiedy lata temu zamęczałaś nas hiciorami Genesis, do głowy mi nie przyszło, że z własnej woli wybiorę się na koncert, by wysłuchać ich na żywo.
I oto dziś bawiłam się wyśpiewując twoje ulubione piosenki. Śpiewane przez mojego idola!

poniedziałek, 16 lipca 2012

Peter Malick & Norah Jones


Genialna płyta! Od kiedy Maciek puścił ją pierwszy raz, nie możemy się z nią rozstać. Fotkę, kiedy tańczę, trzasnął Bastek. Serio!

środa, 30 maja 2012

Ray Wilson


Pierwszy album solowy byłego frontmana Genesis. Zachrypnięty głos, mocne gitary, buntowniczy wizerunek Raya - nic więcej mi nie trzeba, by słuchać tej płyty z niesłabnącym entuzjazmem.

czwartek, 10 maja 2012

Emeli Sande


Tym razem nie tylko okładka jest godna uwagi. Moje typy to Heaven, Daddy, Mountains i Suitcase. Dzięki, Alusia:)