Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lektury. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lektury. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2016

Nie tyko pomarańcze...

'- Gdzie ja jestem?
- Tam, gdzie wszyscy, którzy nie potrafią podjąć ostatecznej decyzji, w Mieście Utraconych Szans, a to jest Sala Ostatecznego Rozczarowania. Widzisz, możesz wspinać się tak wysoko, jak tylko masz na to ochotę, lecz jeśli popełniłaś Podstawowy Błąd, skończysz tutaj, w tej sali. Możesz zmienić swą rolę, lecz nie możesz zmienić swego położenia. Już na to za późno, żegnaj.'

'Nieznajomość moich potrzeb przeraża mnie. Nie wiem, jak są ogromne, nie wiem, jak są wysokie, wiem tylko, że są niespełnione.'

'Nie ma takiego wyboru, który nie oznaczałby straty.'

czwartek, 18 sierpnia 2016

Powiedz mi, kim jestem

'Powiedz mi, kim jestem' to opowieść o kobiecie, która przez większą część dwudziestego wieku pojawiała się wszędzie tam, gdzie dużo i groźnie się działo, a że czasy to były burzliwe, a ona do w czepku urodzonych zdecydowanie nie należała, los rzucał ją bezustannie tu i tam, nie tylko po Europie. Dramatyczne dzieje Amelii odtwarza, początkowo z umiarkowanym zaangażowaniem, jej prawnuk. Dla wielbicieli powieści szpiegowskich o wyraźnym zabarwieniu romantycznym będzie to nie lada gratka.

Trochę się w duchu nabijałam ze stylu Julii Navarro (bo jak można każdą pojawiającą się postać anonsować charakterystyką sprowadzoną do podania wzrostu oraz koloru oczu i włosów; ile razy główny bohater zadzwoni do mamusi i wyśle jej kwiaty; czy po raz kolejny pisarka posłuży się swą ulubioną frazą 'i tej nocy zostali kochankami' etc.), ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że książka jest szalenie wciągająca, a zakończenie sprawiło mi wyborną niespodziankę.


niedziela, 14 lutego 2016

Jaśnie pan

'To dyskretne wyjście przypomniało mu, ile musiał pracować nad Hipolitem, żeby zaczął go tytułować jaśnie panem. Służący ciągle mówił don Rafelu, a poprawiany na jaśnie panie pytał, co takiego, don Rafelu? On mu na to, co takiego, jaśnie panie. Wtedy Hipolit się cieszył, ach, o to chodzi, mam mówić jaśnie pan, tak, don Rafelu, jaśnie panie. On na to: nie, wystarczy jaśnie panie, rozumiesz? A Hipolit: tak, don Rafelu. On znowu: jaśnie panie. Hipolit: jaśnie panie. I jeszcze raz on sam, żeby już nie było wątpliwości: jaśnie panie. Hipolit: jaśnie panie. Ucieszył się: no, to mi się podoba. A teraz poinstruujesz resztę służby. Na to Hipolit: tak don Rafelu. Wtedy on: Hipolicie! Na to Hipolit: Tak, don Rafelu? I znowu on: och, nie mam do ciebie siły! A Hipolit: ach, chciałem powiedzieć, jaśnie panie. Na to on, dobrze już, możesz odejść. A Hipolit: tak, don Rafelu, chciałem powiedzieć, jaśnie panie. I tak przez parę tygodni, zanim służbie weszło w nawyk tytułować go jaśnie panem w sposób naturalny, a trzeba wziąć pod uwagę, że dobre chęci doni Marianny też nie ułatwiały zadania - tak się cieszyła z nominacji męża na stanowisko cywilnego prezesa i z czterokrotnie wyższej pensji (czterokrotnie!), że na początku zwracała się do służących powiadom mnie, Hipolicie, jak jaśnie pan wróci, a kiedy to dotarło do uszu jaśnie pana, musiał jej zwrócić uwagę, ależ kobieto, Marianno, zachowujesz się jak wieśniaczka z Sarria, co by powiedziała żona Kapitana Generalnego, gdyby cię usłyszała? Wtedy ona: no to w końcu jak mam mówić? Na to on: no więc, zaraz przyjdzie pan. A ona: a nie mówiłeś, że mamy cię tytułować jaśnie panem? Na to on, ze świętą cierpliwością, bo w tych sprawach don Rafel był prawdziwym świętym, słuchaj, Marianno: oni mają do mnie mówić jaśnie panie, kiedy się do mnie zwracają, rozumiesz, o co chodzi? Dam ci przykład: kiedy mnie pytają - teatralne zawieszenie głosu - czy miał pan dobrą podróż, jaśnie panie? albo kiedy mi odpowiadają tak, jaśnie panie, nie, jaśnie panie, rozumiesz? Na to ona: tak, jaśnie panie. A na to jaśnie pan: ależ Marianno, na litość boską!'
 

wtorek, 5 stycznia 2016

Sońka

'Leżeliśmy obok siebie. Płakałam ze szczęścia i nieszczęścia. Czułam to, co czuje bohater historii, gdy dociera do zakończenia. Wiedziałam, że zakończenie będzie straszne, że pewnie nie przedrę się przez ostatnią kropkę. Wiedziałam. Nim jednak koniec się wydarzy, mieliśmy przed sobą kilka akapitów. Szczęśliwych akapitów. Szczęśliwych, bo on mnie odnalazł. Bo występowaliśmy wspólnie w zdaniach.
Leżeliśmy obok siebie jak na desce obrazu. Nieruchomo. On i ja. Pomiędzy nami Mikołaj, teraz cichy i uśpiony. W tle ziemia z kępkami trawy. Mój bury kaftan i jego czarny mundur. Borbus i Wasyl. Srebrne litery i podwójna błyskawica.
(...)
Leżeliśmy obok siebie jak jabłka, co spadły z jabłoni, tym razem jednak nikt niczego nie odkrył.'


Ze wzruszenia odjęło mi mowę. Chciałabym więc tylko podziękować Karpowiczowi za przepięknie opowiedzianą historię. I Marcie za cudowny prezent.

czwartek, 31 grudnia 2015

52/2015

Odkryciem tego roku jest dla mnie niezaprzeczalnie Żulczyk. 'Radio Armageddon' czytałam z wypiekami na twarzy, a późniejsze spotkanie z autorem dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu, że ten wyszczekany i bezczelny facet potrafi nie tylko zagrać na emocjach czytelnika, ale też ma coś sensownego do powiedzenia.

Na drugim miejscu ex aequo Strout (wcześniej widziałam serial, który jest równie dobry, więc oczekiwania miałam ogromne, a dostałam od 'Olive' jeszcze więcej), Ferrante (zaskakujące studium przemocy, piękno i groza w jednym; Karolino, jeszcze raz dziękuję za polecenie mi tej książki!) oraz Bator (której jednak szczerze bym odradzała czytanie własnych utworów na wieczorach autorskich - zajęło miesiąc wyciszenie dźwięku jej głosu w mojej głowie, zanim bez paranoicznych uprzedzeń zabrałam się 'Wyspę').

Dobrych parę nieprzespanych nocy zafundowali mi też Twardoch ('Drach' już stoi na półce obok Myśliwskiego) i Nesbo, dla którego nie tylko ja, ale i reszta mojej rodziny peregrynowała po wrocławskich bibliotekach.

Barnes, Jagielski i Szczygieł to pewniaki, więc kto nie czytał, niech nadrabia od razu.

A dla oddechu od beletrystyki Klein i Sapała - gwarantuję, że warto.

Po stronie rozczarowań też mogłabym umieścić parę pozycji, ale to może innym razem, bo znowu mnie poniosło jak przy wypisywaniu życzeń na kartkach;)

    1. Paul Auster, Trylogia nowojorska
    2. Bartosz T, Wieliński, Źli Niemcy
    3. Marta Sapała, Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków
    4. Julian Barnes, Coś do oclenia
    5. Jodi Picoult, Czarownice z Salem Falls
    6. Charlotte Link, Obserwator
    7. Robert Graves, Ja, Klaudiusz
    8. Jodi Picoult, Już czas
    9. Wojciech Jagielski, Trębacz z Tembisy. Droga do Mandeli
    10. Gene Brewer, K-PAX
    11. Majgull Axelsson, Pępowina
    12. Eleanor Catton, Wszystko, co lśni
    13. Justyna Bargielska, Małe lisy
    14. John Irving, Metoda wodna
    15. Kazuo Ishiguro, Kiedy byliśmy sierotami
    16. Alan Bradley, Flavia de Luce. Ucho od śledzia w śmietanie
    17. Charlotte Link, Nieproszony gość
    18. Charlotte Link, Ciernista róża
    19. Marek Niedźwiecki, Radiota, czyli skąd się biorą Niedźwiedzie
    20. Arnaldur Indridason, Głos
    22. Alice Munro, Przyjaciółka z młodości
    21. Haruki Murakami, Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa
    23. Charlotte Link, Wielbiciel
    24. Jakub Żulczyk, Radio Armageddon
    25. Patrick Modiano, Ulica ciemnych sklepików
    26. Jodi Picoult, Dziewiętnaście minut
    27. Naomi Klein, No Logo
    28. Marcin Michalski, Maciej Wasilewski, 81:1. Opowieści z Wysp Owczych
    29. Hanna Krall, Taniec na cudzym weselu
    30. Szczepan Twardoch, Drach
    31. Gaja Grzegorzewska, Betonowy pałac
    32. Hanna Krall, Wyjątkowo długa linia
    33. Ake Edwardson, Niebo to miejsce na ziemi
    34. Jo Nesbo, Czerwone gardło
    35. Jonasson Jonas, Analfabetka, która potrafiła liczyć
    36. Elizabeth Strout, Olive Kitteridge
    37. Joanna Bator, Wyspa łza
    38. Minier Bernard, Bielszy odcień śmierci
    39. Minier Bernard, Krąg
    40. Julian Barnes, Cytrynowy stolik
    41. Elena Ferrante, Historia nowego nazwiska
    42. Graham Green, Sedno sprawy
    43. Mariusz Szczygieł, Laska nebeska
    44. Elena Ferrante, Genialna przyjaciółka
    45. Charles Webb, Absolwent
    46. Jo Nesbo, Łowcy głów
    47. Jo Nesbo, Człowiek-nietoperz
    48. Jo Nesbo, Karaluchy
    49. Jo Nesbo, Trzeci klucz
    50. Jo Nesbo, Pentagram
    51. Jo Nesbo, Wybawiciel
    52. Jo Nesbo, Pierwszy śnieg
    53. Jo Nesbo, Pancerne serce
    54. Jo Nesbo, Upiory
    55. Jo Nesbo, Policja
    56. Tomasz Raczek, Kinopassana
    57. Michel Houellebecq, Uległość

niedziela, 25 października 2015

Nadprogramowa godzina





Sebi na biwaku. Maciek zajęty serwisowaniem roweru. Plus darowana przez los godzina wynikająca ze zmiany czasu. Okoliczności jak rzadko sprzyjające zaleganiu w łóżku z książką. Tylko ta sceptyczna mina Rity. . . Jakim cudem mogę woleć czytanie książki od zajmowania się nią. TYLKO nią;)


czwartek, 15 października 2015

środa, 14 października 2015

Sedno sprawy

'Przy słowie "książki" Wilson zauważył, że jej usta się zacisnęły - akurat tak samo, jak chwilę przedtem dostrzegł, że Scobie wzdrygnął się na dźwięk imienia "Tiki". Po raz pierwszy uświadomił sobie ból, nieunikniony we wszystkich stosunkach między ludźmi - ból, który się cierpi, i ból, który się zadaje. Jacy jesteśmy głupi, że się boimy samotności.'

poniedziałek, 14 września 2015

Prezes i Kreska: jak koty tłumaczą sobie świat

Nie pamiętam już, w jakich okolicznościach książka Orbitowskiego trafiła w moje ręce, bo od dobrych paru miesięcy czekała na półce na swoją kolej. Nareszcie nadszedł jej czas i okazała się wymarzoną lekturą do głośnego czytania dla Sebiego. Opowiadanka o dwóch zaprzyjaźnionych kotach są krótkie, co dla ośmioletniego czytelnika nadal jest ogromnym plusem. Dialogi Prezesa i Kreski toczą się nader swobodnie i zabawnie. Ich spojrzenie na świat zaskakuje świeżością, że tak powiem, ujęcia problemu, zupełnie jak zbijające z pantałyku spostrzeżenia czy wątpliwości dzieci próbujących ogarnąć swym chłonnym i krytycznym umysłem zawiłości rzeczy tylko z pozoru oczywistych. Jestem skłonna uwierzyć, że i Ricie rodzą się w głowie podobne pytania, a o celne odpowiedzi na nie, w stylu Prezesa, w pierwszej kolejności podejrzewałabym Babu. Gorąco polecam tę książkę, nie tylko przyjaciołom kotów:)

czwartek, 3 września 2015

Wyspa łza

'Istnieje jeden rodzaj pragnienia, który w miarę upływu lat między dwojgiem ludzi może rosnąć. Jest to pragnienie dzielenia się, powiększające się wprost proporcjonalnie do zgromadzonych wspólnych doświadczeń i druga osoba staje się głównym rozmówcą we śnie i na jawie. Osobne patrzenie po pewnym czasie staje się czynnością dziwną i niekompletną, choć niekiedy nawet przyjemną jak onanizm.'

'Podróżować, w sensie pokonywania trasy z punktu A do punktu B, pragnę w pokrewnym towarzystwie. Istotą takiej podróży jest dzielenie się, codzienna wymiana darów jak w trobriandzkim rytuale kula. Podczas jednej takich wypraw z K., słonecznych i gęstych, przyszło mi do głowy, że ktoś trzeci mógłby do nas dołączyć właśnie z powodu obezwładniającego poczucia nadmiaru, przerostu znaczącego, jaki wtedy odczuwamy. Hojność świata nie mieści nam się w dłoniach i trzeci element byłby katalizatorem, trzecią parą rąk i oczu, tym, który mówiłby właściwe słowa w zachwycie i zmęczeniu, a czasem po prostu szedł z nami na targ po owoce.'

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rzymskie wakacje


Miało być tak: w piątek koncert niespodzianka, czyli Bocelli na stadionie, w sobotę wyjazd w góry i nocleg w Samotni. Ja przeżywałam, że z synem pierwszy raz nocą posłuchamy muzyki w plenerze. Babu cały tydzień szykował się na Karkonosze. Razem ze mną ułożył trasę wycieczki, przeliczył czasy i odległości, naszykował potrzebne mapy i książeczki, by wbijać pieczątki. Spakował swój plecak i z dumą spoglądał na zamocowaną do niego odznakę PTTK. Całą trójką przed blokiem spryskiwaliśmy buty, bo pogoda pogarszała się z dnia na dzień, ale nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że deszcz może pokrzyżować nasze plany.

Tymczasem z koncertu wyszliśmy zanim się na dobre zaczął, a w sobotę rano wzywaliśmy lekarza, bo Babusia po raz trzeci z rzędu rozłożyła angina. 

Załamałam się. 

Ale nie na długo. 

Skoro jesteśmy uziemieni, trzeba znaleźć sobie nowe fascynujące zajęcie, by nie stracić pogody ducha. A cóż może być lepszego od szykowania się na kolonie, które tuż za pasem? Kolonie pod hasłem antycznego Rzymu! Tak więc wałkujemy ten temat niestrudzenie, oglądamy filmy, czytamy książki, budujemy z lego Koloseum i bawimy w gladiatorów, legionistów i cezarów. I powoli kombinujemy, kiedy by tu się najlepiej wybrać na wycieczkę do Rzymu:)


czwartek, 18 czerwca 2015

81:1. Opowieści z Wysp Owczych


'- Masz sześćdziesiąt sześć lat. Nie czujesz się się choćby trochę zmęczony?
- Ani trochę.
- W moim kraju ludzie w twoim wieku ciągle narzekają na zmęczenie. Moi rówieśnicy zresztą też.
- Może nie czują się docenieni? Może nie czują się potrzebni?'

'Jeśli nie jesteś moim dzieckiem, a stracisz moje zaufanie, nie starczy ci życia, by je odbudować. To nie oznacza, że przestanę ufać innym. Wolę być naiwna, bo tylko w naiwności potrafię być szczęśliwa.'

'Wydaje mi się, że chorobą dzisiejszych czasów jest deprecjacja zbiorowości kosztem źle rozumianych postaw indywidualnych. Wydaje mi się, że w rzeczywistości mało kto może być indywidualistą. A chcą niemal wszyscy. Retoryka kolorowych czasopism jest retoryką sprzeczności: szukaj przyjaciół, lecz pamiętaj, że najważniejszy jesteś ty. Pomyśl o bliskich, ale wiedz, że to ty zasługujesz na najlepsze. Nowa schizofrenia. Dziesięć lat temu nie miałem w szkole tylu zagubionych uczniów.'



niedziela, 14 czerwca 2015

Reksio. Wielka księga przygód

Alleluja! Nastał nareszcie ten dzień, kiedy Sebi czyta sam sobie i po cichu książkę, a nie katalog Lego! Synu, ku naszej wspólnej pamięci odnotowuję, że w niedzielę, po rowerowej przejażdżce i kilku godzinach na działce, kiedy to nie pozwoliłam ci włączyć komputera ani telewizora i zaproponowałam, byś może u mego boku poczytał nabytą dopiero co drogą kupna książkę o lubianym przez ciebie piesku, ty bez większych oporów położyłeś się na dywanie i w kilka minut machnąłeś pierwsze opowiadanie, szokując swych rodziców do tego stopnia, że kazali ci streszczać, coś przeczytał, bo w głowach im nie postało, że tak szybko idzie ci bezgłośna lektura. Test zaliczyłeś celująco! A kiedy twa matka z lubością ponownie umościła się na kanapie, by w stanie absolutnego błogostanu i upojenia wizją nowej opcji spędzania wspólnego czasu ponownie oddać się lekturze, ty już kończyłeś drugi rozdział, by zaraz potem stwierdzić, że na jeden raz wystarczy.

sobota, 13 czerwca 2015

ENL 2015

Tegoroczna Noc Literatury była dla mnie krótka i burzliwa. Wróciłam do domu grubo przed czasem, mokra i na wpółślepa. Ale z iloma pomysłami i planami!

A teraz po kolei.

Już wczesnym popołudniem udałam się na spotkanie z Hanną Krall, które było zakamuflowanym jedenastym czytaniem. I to nie byle jakim, lecz w wymiarze ekstra, bo zaprezentowanych i omówionych zostało aż sześć fragmentów różnych książek. Daga, wieści z frontu specjalnie dla ciebie, miałam okazję posłuchać twojego audiobooka na żywo, bowiem 'Wyjątkowo długą linię, podobnie jak pozostałe ustępy czytała Maja Ostaszewska. I tu podjęłam decyzję numer jeden, by nie zwlekać i z miejsca odświeżyć znajomość z twórczością pani Krall, odkurzyć dawno zapomniane tomy na regale i sprawdzić zasoby biblioteczne. Także, Daga, już za parę dni łączę się z tobą telepatycznie przy symultanicznej lekturze:)

Tuż przed pierwszym właściwym czytaniem zdarzyła się rzecz niesłychana, wielce niepożądana i brzemienna w tragiczne skutki. Trąc nieumalowane z lenistwa oko (bo skoro upał, to po cóż mi niby maskara, skoro i tak spłynie, nim wieczór na dobre się zacznie - teraz już wiem, po co: by nie pchać łap do oczu!), jakimś sposobem usunęłam z przynależnej jej lokalizacji soczewkę kontaktową. A że, jak już wspomniałam, dzień gorący i słoneczny, to i na całym ciele gruba warstwa kremu z filtrem (tu jakoś miałam siłę się przyłożyć - i jak mnie za to pokarało!), który mi z miejsca zapaskudził bezcenny kawalątek giętkiego plastiku. Nic nie pomogło przemycie pod bieżącą wodą. Ani późniejsze płukanie w zakupionym naprędce odpowiednim płynie. Po dwóch godzinach nie mogłam już wytrzymać i na poważnie zaczęłam się obawiać zapalenia spojówek czy innego świństwa, które niechybnie by mi groziło, gdybym zdecydowanym ruchem nie pozbyła się zepsutej soczewki na dobre.

Zanim do tego jednak doszło, zdążyłam posłuchać 'Automatu z wodą gazowaną z syropem lub bez' w bajecznym wykonaniu Wojciecha Bonowicza. I tu, droga Karolino, chciałabym ci jeszcze raz podziękować, że podzieliłaś się ze mną podszeptem swej intuicji, której jestem gotowa już ślepo słuchać, gdyż to czytanie podobało mi się najbardziej w obu kategoriach: i dzieła, i lektora. Tak więc pozycję dodałam do listy książek do upolowania. I solennie obiecałam sobie w duchu sprawdzić, co jeszcze z prozy białoruskiej można znaleźć w polskich księgarniach. A teraz najlepsze - po powrocie do domu wróciłam do wertowania gazety, przy której tak wcześniej niefortunnie tarłam oczy. I jakąż informację tam znalazłam? Otóż już niebawem w telewizji rusza lato z poezją. I któż poprowadzi pierwsze spotkanie? Pan Bonowicz, oczywiście! Tak więc ambitny plan numer trzy na zbliżające się wakacje to przełamanie lodów z poezją. Jak szaleć, to szaleć:)

Potem biegłam do apteki. I do łazienki. Operacja okulistyczna przeciągnęła się jednak znacząco i z nowej książki Houellebecqa słyszałam tylko co nieco przez ścianę, bo nie zdążyłam na czas wbić się na salę. Czas umilałam sobie testowaniem polskich krzeseł i foteli wystawionych do publicznego użytku w Barbarze.

Tymczasem burza zbliżała się wielkimi krokami. Porczyk, który przed Księgarnią Hiszpańską miał czytać Fuentesa, nie odważył się wystąpić na zewnątrz, więc publiczność stłoczyła się naprędce w ciasnym wnętrzu i mając słynnego aktora na wyciągnięcie ręki mogła albo poddać się jego urokowi, albo obstając przy opinii, że meksykański pisarz to nudziarz, oddać się swobodnym rozmyślaniom i spojrzeć świeżym, a choć pojedynczym, to krytycznym okiem na hołubionego Bartosza, i uznać, że z bliska to zanadto on jednak zmanierowany, by uwierzyć choć w jedno płynące z jego ust słowo.

A potem to już w strugach deszczu pędziłam na tramwaj. I pocieszałam się tym, że przynajmniej tusz mi się po policzkach nie rozleje:)

poniedziałek, 25 maja 2015

Radio Armageddon

'Wszyscy strasznie spinamy się, aby być jacyś. Codziennie rysujemy siebie, dolepiamy do siebie klejem kolejne kartki, zdjęcia, wrysowujemy się w ramki, aby poczuć, że jesteśmy czymś więcej niż imieniem i nazwiskiem - mówił Cyprian. - Wybierasz siebie na dane półrocze. To skomplikowane, zależy od obecnej grupy koleżanek, od tego, z kim się pierdolisz, od gazet, które czytasz, od twojej starszej siostry lub brata, od koncertów, na które chodzisz. Ale masz nieograniczone możliwości.
Brzmiał jak sztywny i smutny czterdziestoletni dziad, który chce zabrać dzieciakom całą ich frajdę, głupotę i bezpieczeństwo. Ale w tym była prawda, bo za nami nie stało i nie stoi nic, co mogłoby usprawiedliwić nasze opakowania. Uczynić nas większymi.(...)
- Rozwodnienie, rozpuszczenie, zupa na wykałaczce, wszyscy stają się awatarami z czatów, różnymi ujęciami tego samego teledysku z Vivy.'


czwartek, 21 maja 2015

Na jagody

Lektura klasy pierwszej. Klasyka: Konopnicka. Czytamy razem, bo składnia, gramatyka i leksyka tegoż wiekopomnego dzieła przerastają możliwości przeciętnego ośmiolatka. Jego rodzice niejednokrotnie w osłupieniu wertują słownik. Ktoś nie wierzy? Tarnie, krobeczka i sajeta na rozgrzewkę. A dla bardziej zawziętych mała próbka tekstu:

'A czy jakie zamówienie?...
Szuka Janek, co ma siły,
A tu - żeby na nasienie!
Tak jagódki się pokryły.'

Zaczynam rozumieć zniechęcenie młodocianych do lektur szkolnych. Babu póki co czyta wszystko ochoczo, ale nie ukrywajmy, podsycamy ten płomienny entuzjazm, jak możemy. W którymś jednak momencie skończy się głośne czytanie pod czujnym okiem rodzica i nie wiem, czy starczy memu dziecku zapału, by samodzielnie z dotychczasowym zaangażowaniem brnąć przez takie starocie.


niedziela, 10 maja 2015

Strachy na lachy


Cudna seria. Sebi z upodobaniem wraca do tych książek ilekroć któraś z nich wpadnie mu w ręce. Tekstu jest tu niewiele, co nie zniechęca młodego czytelnika, a ilustracje tak zabawne i zaskakujące, że jestem skłonna uwierzyć w wartości terapeutyczne 'Strachów na lachy'. Prawdziwy test za kilka dni: z okazji dnia dziecka Babu dostanie poradnik o pokonywaniu pająków, których szczerze nie znosi. I albo ta książka okaże się jego najlepszym przyjacielem, ale szybko oddamy ją do biblioteki;)


sobota, 9 maja 2015

Radiota, czyli skąd się biorą Niedźwiedzie

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów polskiego eteru. Ciepły i czarujący jak jego właściciel. Ale Marka Niedźwieckiego nikomu nie trzeba przedstawiać;) Na stronach 'Radioty' daje się on poznać jako przemiły skromny człowiek z wdziękiem i klasą dzielący się anegdotami ze swego życia, opowiadający o swych pasjach i niełatwych czasami wyborach. Nie jest to żadna bulwersująca autobiografia, ale raczej przestrzegający chronologii zapis nieco sentymentalnej podróży w czasie, na którą składają się starannie wyselekcjonowane wydarzenia, zdjęcia, przeżycia, wspomnienia, opinie. Czy mówi coś nowego o Marku Niedźwieckim? Tym, którzy są jego stałymi słuchaczami zapewne nie, co jednak nie przekreśla walorów książki. Dla innych jest to niewątpliwie ciekawe zbliżenie z wielce sympatycznym redaktorem. Może nieco powierzchowne i o stonowanej temperaturze emocjonalnej, ale bardziej krzykliwa oprawa nawet by do Niedźwieckiego nie pasowała.

sobota, 25 kwietnia 2015

Charlotte Link


Nie potrafię przejść obojętnie obok Charlotte Link i kiedy tylko któraś z jej powieści wpadnie mi w ręce, rzucam się na nią z zapałem. Z trzech tomów, które ostatnio czytałam najbardziej podobał mi się 'Nieproszony gość', mimo że najtrudniej było mi wytypować zabójcę w 'Ciernistej róży'. 

Jak zawsze w każdej z książek pojawił się wątek kobiety wyzwalającej się z absurdalnego i chorego związku. Myślę, że uporczywe wałkowanie tego tematu przez panią Link jest jednym z powodów jej ogromnej popularności. Ileż to jej bohaterek wyszło z dołka i zerwało z toksycznym mężczyzną! Schudło, odświeżyło garderobę, pociągnęło rzęsy tuszem, odwiedziło włoską (koniecznie!) przytulną restauracyjkę i odkryło, że bycie ofiarą nie jest w życiu jedyną opcją. Może to i kiczowate, i tendencyjne, ale jak lekko i przyjemnie się czyta;)


czwartek, 23 kwietnia 2015

Kiedy byliśmy sierotami

Wszystko wskazuje na to, że Kazuo Ishiguro pozostanie dla mnie autorem jednej książki. To już moje trzecie do niego podejście i znowu czuję rozczarowanie graniczące z niedowierzaniem, że to, co mnie zachwyciło w 'Okruchach dnia', w pozostałym powieściach staje się źródłem mojego rozdrażnienia. Na pierwszym miejscu listy zarzutów znajduje się tajemnicza atmosfera niedopowiedzenia. Nie potrafię wczuć się w ten klimat. Jak można całymi stronicami rozwodzić się nad przeróżnymi aspektami tego samego, trwonić czas na niuanse, domysły i próby doprecyzowania tego co było stronę wcześniej, w poprzednim rozdziale i w paru innych miejscach, skoro nie zmierza się ku żadnej poincie? To nie dla mnie. Bohaterowie nie wzbudzający we mnie żadnych uczuć poza irytacją z miejsca stają się dla mnie wrogami. Niby lustruję każdy ich krok, wypowiedziane słowo, myśl, ale w ogóle nie rozumiem, co nimi kieruje. Zniecierpliwienie narasta. Ale powtarzam sobie, że w końcu przejrzę na oczy i będzie mi głupio, że w swojej małostkowości nie dałam im szansy. Toteż z mozołem brnę do końca książki. I co? Wszystkie starania na nic. Kilka wieczorów straconych. Po raz kolejny obiecuję sobie odkładać książkę, jeśli tylko w mojej głowie zagnieździ się wątpliwość, czy ta lektura aby mnie nie zawiedzie. I koniec z Ishiguro!