Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiski codzienne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapiski codzienne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 stycznia 2016

Bałwanek


Głowę bałwana zabraliśmy z parku jako trofeum i ustawiliśmy przed domem na dachu samochodu.
  Miny przechodniów zaskoczonych tą niecodzienną dekoracją - bezcenne!


środa, 6 stycznia 2016

środa, 25 listopada 2015

Chmury dla Misi


Misiu, wirus się rozprzestrzenia. Najpierw jak oszalała biegałam wokół bloku, a potem wspięłam się schody do Astry, by cyknąć dla ciebie tę fotkę. Ostatecznie przegapiłam nawet swój tramwaj, bo na przystanku nadal obserwowałam niebo stojąc tyłem do kierunku jazdy. Ale warto było, prawda? Jeszcze raz bardzo ci dziękuję! Wniosłaś magię do mojego życia:)


niedziela, 15 listopada 2015

niedziela, 25 października 2015

Nadprogramowa godzina





Sebi na biwaku. Maciek zajęty serwisowaniem roweru. Plus darowana przez los godzina wynikająca ze zmiany czasu. Okoliczności jak rzadko sprzyjające zaleganiu w łóżku z książką. Tylko ta sceptyczna mina Rity. . . Jakim cudem mogę woleć czytanie książki od zajmowania się nią. TYLKO nią;)


czwartek, 15 października 2015

czwartek, 17 września 2015

Remont

Obciążona genetycznie skłonnością do gromadzenia i eksponowania pamiątkowych zdjęć i widokówek, stale poszukuję skrawka wolnej przestrzeni na ścianie czy regale na nieustannie rozrastającą się kolekcję. Nie powinno więc dziwić, że kiedy uświadomiłam sobie, że w toalecie pod prehistoryczną tapetą kryje się kawałek drewna, z miejsca postała mi w głowie myśl, by wykorzystać tę przestrzeń na kolejną miniaturową galerię.

Tak tydzień temu zaczęła się nasza przygoda z remontem. Wydawało nam się, że weekend to aż nadto, by uporać się z modernizacją najmniejszego w domu pomieszczenia. O naiwności ludzka! Oczywiście grubo się przeliczyliśmy. Pomysły i komplikacje zaczęły się mnożyć jak króliki. Przeżyliśmy chwile grozy, zwątpienia i zniechęcenia. Potem upojeni cząstkowym sukcesem, a może już po prostu zmęczeni, zwolniliśmy tempo. I tak w siódmym dniu zamieszania nadal malujemy, bejcujemy, dopisujemy do listy kolejne pomysły na udoskonalenie naszego skromnego lokum. Bo okazało się, że wciągnęło nas to szaleństwo i na toalecie się nie skończy. Będzie pięknie! Tylko jeszcze nie wiem, kiedy:)

czwartek, 9 lipca 2015

Listy

Zasady na wyjazdach zuchowych są następujące: dzieci nie biorą ze sobą telefonów, rodzice nie przyjeżdżają i nie dzwonią. Pozostaje kontakt listowy. I śledzenie okazjonalnie wrzucanych na fejsa zdjęć.

Brzmi to może strasznie, ale w pełni się z tym zgadzam. A o syna jestem spokojna, bo znam ludzi, których opiece go powierzyliśmy. Cisza z ich strony jest najlepszą wiadomością. Bo oznacza, że dziecko jest zdrowe i zajęte zabawą.

Piszemy więc listy i wysyłamy widokówki. Nie tylko ja i Maciek, ale też babcie, dziadek, ciocie, wujkowie, przyjaciele. Im więcej tym lepiej. Kiedy Babu pojechał na zimowisko, w ciągu sześciu dni dotarło do niego osiemnaście listów. Pobił rekord tego wyjazdu. I chociaż nie miał czasu na czytanie korespondencji, a niektóre koperty przywiózł do domu nadal zaklejone, satysfakcję z dokonań solidarnej rodziny miał ogromną.

Dziś pojawiły się zdjęcia, które zmotywowały nas do ostatniego wzmożonego wysiłku. Zuchy w czasie porannego odbierania przesyłek. Sebi trzymający w garści pięć kopert. Z ekscytacji aż otworzył buzię i wystawił język. Znamy ten obrazek: Babu jest w siódmym niebie. Zaliczyłam więc kolejną wizytę na poczcie i jutro rano Maciek wrzuci do skrzynki kolejne dwa listy i cztery pocztówki. Oby dotarły na czas:)

środa, 8 lipca 2015

Porządki

Czy ja coś mówiłam o robieniu porządków? Bo póki co stół w dużym pokoju zaczyna przypominać wysypisko śmieci. Rozbebeszone albumy i stosiki zdjęć walczą na nim o miejsce z górami teczek pełnych prac plastycznych i dyplomów Babusia. Do tego ubranka dziecięce, komputery, koperty, widokówki, znaczki. I Rita. I jej osypujące się z kłaków futro.

Ale wszystko koniecznie muszę mieć stale pod ręką, bo przecież wzięłam się za porządki i byle jak tego nie odłożę z powrotem.

I na co mi było rozgrzebywanie tego wszystkiego, no na co? Chyba pójdę dla relaksu nastawić jakieś małe pranie:)




wtorek, 7 lipca 2015

Sukienka

Wstaję rano, a tu dwa wielkie pryszcze dosłownie eksplodują mi na twarzy, włosy skołtunione bardziej niż zwykle, brzuch jak bęben, bo nie potrafiłam się opanować i dzień wcześniej pochłonęłam w ramach kolacji kilogram czereśni. Bajka! Myślę sobie, że to dopiero początek, bo jeśli tak zaczynam dzień, to z pewnością będzie tylko gorzej.

Do pracy idę więc powoli, żeby nóg nie połamać na jakimś krawężniku, aż tu nagle jakaś szalona rowerzystka zjeżdża ze swojej trasy i z piskiem opon zatrzymuje się tuż przede mną. Odskakuję mimowolnie, po czym zamieram w bezruchu. Gapię się oniemiała, nie mogąc zdecydować, czy się odezwać, bo może skądś się z panią znamy, czy raczej potrzebuje ona ode mnie pomocy, szybkiej reanimacji, tracheotomii, sama nie wiem.

I wtedy pada pytanie, które zmienia całe moje nastawienie do świata i feralny dzień okazuje się całkiem znośny, ba!, pełen miłych niespodzianek. I odpowiadam uprzejmie, że to stara sukienka, kupiona już w zeszłym roku, ale chętnie podam namiary na sklep, może będą mieli coś podobnego:)


poniedziałek, 6 lipca 2015

Zdjęcia

Wiosną zabrałam się za porządkowanie zdjęć. Wybranie najlepszych do wywołania, uaktualnienie i  archiwizacja albumów na komputerze, a wreszcie samo zorganizowanie ponad ośmiu setek odbitek tak mnie wyczerpało, że już mi pary nie wystarczyło na kupienie albumów. Zostawiłam to na potem.

Potem w końcu nadeszło i wczoraj odwiedziłam stosowny sklep. Albumy wypełniłam zdjęciami. Wszystkie się nie zmieściły, bo byłam wybredna i nie chciałam kupować albumów, które mi się nie podobają, a do gustu przypadły mi tylko dwa. To o jakieś trzy za mało. Ale co tam, i tak wsunięcie czterystu zdjęć zajęło mi dwie godziny i wyczerpało me nadwątlone upałem siły.

Kiedy wieczorem zasiadłam wreszcie do przeglądania zbiorów, nic nie zapowiadało katastrofy. A jednak! Nieuniknione musiało nadejść! Okazało się, że Laura, urocza kuzynka mego syna, dorasta w oszałamiającym tempie i na przestrzeni kilku miesięcy z kilkunastomiesięcznego pędraka przeobraża się w trzylatkę. Ręce mi opadły i odechciało mi się oglądania zdjęć.

W końcu jednak prześledziłam wszystko jeszcze raz i odkryłam, gdzie wkradł się błąd. Jakieś cztery albumy do tyłu! No i jak tu nie wierzyć, że opatrzność nade mną czuwa! Przecież mogłam kupić od razu pięć albumów i tego samego dnia wszystkie je zapełnić! I musiałabym przekładać dwa razy więcej zdjęć. A tak - tylko czterysta;)


piątek, 3 lipca 2015

Wolna chata

Sebi pojechał, chata wolna, szalejemy. Dla mnie póki co oznacza to jedzenie czekoladowych deserów na śniadanie, czipsów na obiad i lodów na kolację. Oraz granie na kompie, póki oczy same się nie zamkną.

Tak, tak, wiem, że miałam robić jakieś porządki i nadrabiać zaległości. Najpierw jednak dokładnie to przemyślę. Przy okazji grając w simsów, żeby nie było, że tak bezczynnie siedzę i gapię się w ścianę;)


niedziela, 28 czerwca 2015

Truchło

Obdarcie myszki z futerka zajmuje Ritusi już tylko jeden dzień. Jeśli w porę nie schowam zabawki, czyli tuż po radosnym aportowaniu, ewentualnie w chwili, kiedy gryzoń trafia obok miski z paszą, myszka nie ma szans. Szybciutko bowiem zostaje ona ukryta, a następnie potajemnie wyciamkana i poturbowana. Czasem jeszcze na tym etapie znajduję to żałosne i przemoczone do szczętu (utopione w wodzie? oślinione? mogę się tylko domyślać) stworzenie w stanie, który jest już ciężki, ale jeszcze nie beznadziejny. Częściej jednak skalp zostaje zdjęty w całości. I co tu zrobić z plastikowym korpusikiem, który w niczym nie przypomina uroczej zabaweczki, jaką Ritusia bawiła się kilka godzin wcześniej?

Otóż postanowiłam ostatecznie zerwać z tradycją natychmiastowego wyrzucania tego świństwa kosza, a że nie chce mi się szyć ubranka na miarę kilka razy w tygodniu, postanowiłam rzucać Ritce truchłem jak gdyby nigdy nic. Za pierwszym razem cała zniesmaczona spojrzała na mnie jak na wariatkę, kiedy już dobiegła do celu i zorientowała się, czym się bawimy. Ale widać szybko opuściły ją skrupuły, bo zaraz domagała się kontynuacji gry.

Dziś Maciek usłyszał, jak proponuję Ritusi 'porzucanie truchełkiem' i zdębiał, hahaha:)


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rzymskie wakacje


Miało być tak: w piątek koncert niespodzianka, czyli Bocelli na stadionie, w sobotę wyjazd w góry i nocleg w Samotni. Ja przeżywałam, że z synem pierwszy raz nocą posłuchamy muzyki w plenerze. Babu cały tydzień szykował się na Karkonosze. Razem ze mną ułożył trasę wycieczki, przeliczył czasy i odległości, naszykował potrzebne mapy i książeczki, by wbijać pieczątki. Spakował swój plecak i z dumą spoglądał na zamocowaną do niego odznakę PTTK. Całą trójką przed blokiem spryskiwaliśmy buty, bo pogoda pogarszała się z dnia na dzień, ale nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że deszcz może pokrzyżować nasze plany.

Tymczasem z koncertu wyszliśmy zanim się na dobre zaczął, a w sobotę rano wzywaliśmy lekarza, bo Babusia po raz trzeci z rzędu rozłożyła angina. 

Załamałam się. 

Ale nie na długo. 

Skoro jesteśmy uziemieni, trzeba znaleźć sobie nowe fascynujące zajęcie, by nie stracić pogody ducha. A cóż może być lepszego od szykowania się na kolonie, które tuż za pasem? Kolonie pod hasłem antycznego Rzymu! Tak więc wałkujemy ten temat niestrudzenie, oglądamy filmy, czytamy książki, budujemy z lego Koloseum i bawimy w gladiatorów, legionistów i cezarów. I powoli kombinujemy, kiedy by tu się najlepiej wybrać na wycieczkę do Rzymu:)


sobota, 30 maja 2015

Dzień dziecka


Po tym, jak spróbowałam najlepszej na świecie pizzy mojego brata, chodziło za mną już tylko jedno: kupić semolinę i wypróbować nowy przepis. I tak oto dokonało się. Sobota okazała się dniem dziecka na całego. Całe popołudnie i wieczór przy puzzlach i pizzy. Której, gwoli ścisłości, w moim wykonaniu daleko do ideału. Ale że poleconej przez specjalistę mąki mam ponad dwa kilo, a Babu aż się rwie do zagniatania ciasta - czerwiec upłynie nam na kulinarnym samodoskonaleniu się:)


wtorek, 26 maja 2015

Laurka


Okolicznościowy portret rodzinny.
Porażająca dbałość o detale. Na szczególną uwagę zasługują nasze fryzury i stroje: ulubione koszulki, najczęściej noszone spodnie oraz wiernie oddana kolorystyka trampek. 
Rita pogryza swą kocią trawę.


niedziela, 24 maja 2015

Balkon




W końcu pod wieczór wyszło słońce! Najwyższa pora, biorąc pod uwagę, że nareszcie zebrałam się w sobie, kupiłam rzepy, zorganizowałam maszynę do szycia i ze starych zasłonek zmajstrowałam balkonowe baldachimy, o których marzyłam od zeszłego lata. Kilka godzin pracy, przymierzania, przycinania, nawlekania nici, słowem, bardzo pracowita niedziela. Już myślałam, że ledwie zawieszę moje dekoracje, a zaraz się rozpada i w popłochu będę wszystko ściągać. Ale mój został trud niespodziewanie został nagrodzony:) Jestem gotowa na upał. Słońce, przybywaj!


wtorek, 19 maja 2015

Zajączki

Rita zawsze znajdzie powód, by z zapartym tchem czekać, aż się obudzę. Była już faza na poranne zabawy myszką, na bardzo wczesne śniadanka, na patrolowanie balkonu o świcie. Ale kiedy wszystkie te obsesje minęły i kicia przestała pędzić jak szalona do kuchni czy pod balkonowe drzwi, by dać mi znać, jakie są jej wobec mnie oczekiwania, i zaczęła się przyglądać temu, jak składam pościel, ubieram się, zakładam kolczyki etc, odkryła, że ilekroć otwieram w sypialni szafę, na ścianie i łóżku pojawiają się zajączki. Eureka!

Nastała nowa era. Rano jeszcze zanim zadzwoni budzik Ritusia łapką oklepuje mi policzek, ramię, czy choćby czubek głowy, jeśli reszta mego karygodnie długo zalegającego w bezruchu ciała kryje się pod kołdrą. A kiedy wreszcie otworzę oczy, zagląda mi w nie znacząco. I nie ma opcji, żebym nie puściła kilku zajączków.

Inna rzecz, że któregoś dnia z własnej nieprzymuszonej woli pokazałam jej również sztuczkę z lusterkiem. Bo kiedy wstałam o innej niż zwykle porze i słońce padało pod takim kątem, że szybka w szafie nie spełniała swej roli, Ritka na próżno czekała na zajączki. I kiedy zobaczyłam czający się w jej oczach zawód, że nici z zabawy, niemalże odruchowo sięgnęłam po pierwszą lepszą rzecz, która odbijałaby refleksy świetlne.

Tak w ruch poszło lusterko. O tak! To dopiero frajda! Zajączek śmigający nie tylko w linii prostej, jak pociąg po torach, ale skaczący z miejsca na miejsce, po zygzaku, po kole, znikający tu i pojawiający się tam, wprawiający mojego futrzaka w ekstazę.

No i teraz nie ma zmiłuj się. Ilekroć przekraczam próg sypialni, Rita podrywa się do galopu i w trzech susach pokonuje każdą odległość, by zasiąść na parapecie i wymownie skinąć głową w stronę lusterka. Lusterka, które chwytam w dłoń codziennie rano zaraz po przebudzeniu, hahaha:)


piątek, 3 kwietnia 2015

Przy oknie


Śnieg nie odpuszcza. Rano nie wierzyliśmy własnym oczom, stąd sesja przy oknie. Teraz znowu biało na ulicach. Sypie nieprzerwanie od kilku godzin. Czy znowu na Wielkanoc przyjdzie nam lepić bałwana?

sobota, 28 marca 2015

Word of Tanks

Rozochoceni wczorajszą przejażdżką chcieliśmy i dziś wybrać na wycieczkę rowerową, ale pogoda zagrała nam na nosie. I tak oto popołudnie i wieczór upływają nam na przy kompie. Stłoczeni przed monitorem gramy na zmianę. Kto by pomyślał, że tak mi się spodobają wojaże czołgiem!

Zaraz znowu moja tura, więc na wklejanie obrazka i rozpisywanie się o Word of Tanks nie ma czasu.

Do boju! Ruszać się? Chcecie żyć wiecznie?!