Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wrocław. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Rzymskie wakacje


Miało być tak: w piątek koncert niespodzianka, czyli Bocelli na stadionie, w sobotę wyjazd w góry i nocleg w Samotni. Ja przeżywałam, że z synem pierwszy raz nocą posłuchamy muzyki w plenerze. Babu cały tydzień szykował się na Karkonosze. Razem ze mną ułożył trasę wycieczki, przeliczył czasy i odległości, naszykował potrzebne mapy i książeczki, by wbijać pieczątki. Spakował swój plecak i z dumą spoglądał na zamocowaną do niego odznakę PTTK. Całą trójką przed blokiem spryskiwaliśmy buty, bo pogoda pogarszała się z dnia na dzień, ale nie przyjmowaliśmy do wiadomości, że deszcz może pokrzyżować nasze plany.

Tymczasem z koncertu wyszliśmy zanim się na dobre zaczął, a w sobotę rano wzywaliśmy lekarza, bo Babusia po raz trzeci z rzędu rozłożyła angina. 

Załamałam się. 

Ale nie na długo. 

Skoro jesteśmy uziemieni, trzeba znaleźć sobie nowe fascynujące zajęcie, by nie stracić pogody ducha. A cóż może być lepszego od szykowania się na kolonie, które tuż za pasem? Kolonie pod hasłem antycznego Rzymu! Tak więc wałkujemy ten temat niestrudzenie, oglądamy filmy, czytamy książki, budujemy z lego Koloseum i bawimy w gladiatorów, legionistów i cezarów. I powoli kombinujemy, kiedy by tu się najlepiej wybrać na wycieczkę do Rzymu:)


piątek, 19 czerwca 2015

Koncert


Andrea Bocelli śpiewał, kiedy już dawno byliśmy w domu. Ale chociaż podwójną tęczę nas stadionem dane było nam zobaczyć;)


sobota, 13 czerwca 2015

ENL 2015

Tegoroczna Noc Literatury była dla mnie krótka i burzliwa. Wróciłam do domu grubo przed czasem, mokra i na wpółślepa. Ale z iloma pomysłami i planami!

A teraz po kolei.

Już wczesnym popołudniem udałam się na spotkanie z Hanną Krall, które było zakamuflowanym jedenastym czytaniem. I to nie byle jakim, lecz w wymiarze ekstra, bo zaprezentowanych i omówionych zostało aż sześć fragmentów różnych książek. Daga, wieści z frontu specjalnie dla ciebie, miałam okazję posłuchać twojego audiobooka na żywo, bowiem 'Wyjątkowo długą linię, podobnie jak pozostałe ustępy czytała Maja Ostaszewska. I tu podjęłam decyzję numer jeden, by nie zwlekać i z miejsca odświeżyć znajomość z twórczością pani Krall, odkurzyć dawno zapomniane tomy na regale i sprawdzić zasoby biblioteczne. Także, Daga, już za parę dni łączę się z tobą telepatycznie przy symultanicznej lekturze:)

Tuż przed pierwszym właściwym czytaniem zdarzyła się rzecz niesłychana, wielce niepożądana i brzemienna w tragiczne skutki. Trąc nieumalowane z lenistwa oko (bo skoro upał, to po cóż mi niby maskara, skoro i tak spłynie, nim wieczór na dobre się zacznie - teraz już wiem, po co: by nie pchać łap do oczu!), jakimś sposobem usunęłam z przynależnej jej lokalizacji soczewkę kontaktową. A że, jak już wspomniałam, dzień gorący i słoneczny, to i na całym ciele gruba warstwa kremu z filtrem (tu jakoś miałam siłę się przyłożyć - i jak mnie za to pokarało!), który mi z miejsca zapaskudził bezcenny kawalątek giętkiego plastiku. Nic nie pomogło przemycie pod bieżącą wodą. Ani późniejsze płukanie w zakupionym naprędce odpowiednim płynie. Po dwóch godzinach nie mogłam już wytrzymać i na poważnie zaczęłam się obawiać zapalenia spojówek czy innego świństwa, które niechybnie by mi groziło, gdybym zdecydowanym ruchem nie pozbyła się zepsutej soczewki na dobre.

Zanim do tego jednak doszło, zdążyłam posłuchać 'Automatu z wodą gazowaną z syropem lub bez' w bajecznym wykonaniu Wojciecha Bonowicza. I tu, droga Karolino, chciałabym ci jeszcze raz podziękować, że podzieliłaś się ze mną podszeptem swej intuicji, której jestem gotowa już ślepo słuchać, gdyż to czytanie podobało mi się najbardziej w obu kategoriach: i dzieła, i lektora. Tak więc pozycję dodałam do listy książek do upolowania. I solennie obiecałam sobie w duchu sprawdzić, co jeszcze z prozy białoruskiej można znaleźć w polskich księgarniach. A teraz najlepsze - po powrocie do domu wróciłam do wertowania gazety, przy której tak wcześniej niefortunnie tarłam oczy. I jakąż informację tam znalazłam? Otóż już niebawem w telewizji rusza lato z poezją. I któż poprowadzi pierwsze spotkanie? Pan Bonowicz, oczywiście! Tak więc ambitny plan numer trzy na zbliżające się wakacje to przełamanie lodów z poezją. Jak szaleć, to szaleć:)

Potem biegłam do apteki. I do łazienki. Operacja okulistyczna przeciągnęła się jednak znacząco i z nowej książki Houellebecqa słyszałam tylko co nieco przez ścianę, bo nie zdążyłam na czas wbić się na salę. Czas umilałam sobie testowaniem polskich krzeseł i foteli wystawionych do publicznego użytku w Barbarze.

Tymczasem burza zbliżała się wielkimi krokami. Porczyk, który przed Księgarnią Hiszpańską miał czytać Fuentesa, nie odważył się wystąpić na zewnątrz, więc publiczność stłoczyła się naprędce w ciasnym wnętrzu i mając słynnego aktora na wyciągnięcie ręki mogła albo poddać się jego urokowi, albo obstając przy opinii, że meksykański pisarz to nudziarz, oddać się swobodnym rozmyślaniom i spojrzeć świeżym, a choć pojedynczym, to krytycznym okiem na hołubionego Bartosza, i uznać, że z bliska to zanadto on jednak zmanierowany, by uwierzyć choć w jedno płynące z jego ust słowo.

A potem to już w strugach deszczu pędziłam na tramwaj. I pocieszałam się tym, że przynajmniej tusz mi się po policzkach nie rozleje:)

piątek, 17 kwietnia 2015

Trzy wesołe krasnoludki

Jako etatowa w bieżącym roku opiekunka szkolnych wycieczek do teatru pozwolę sobie wyrazić zdziwienie, że klasie 1f z jej wychowawczynią na czele podobał się spektakl 'Trzy wesołe krasnoludki'. Poza pierwszą piosenką i bajecznymi kostiumami kilku postaci, które sprawiły, że z miejsca zapragnęłam wystąpić na najbliższym balu karnawałowym jako owca lub pająk, absolutnie nic ciekawego w trwającym ponad godzinę przedstawieniu nie znalazłam.
Moje znudzenie osiągnęło takie rozmiary, że rozważałam wymknięcie się z sali celem pogrania w ustronnym miejscu na komórce. Uratowały mnie dziewczynki, które potrzebowały eskorty do łazienki. Nawet trochę zagadywałam je na korytarzu, żeby opóźnić nasz powrót na widownię. I wtedy dotarło do mnie, że im się spektakl autentycznie podoba. Potwierdziła to później reszta klasy. A pani Agnieszka posunęła się do wyznania, że 'Krasnoludki' były lepsze od 'Amelki, króla i bobra na dachu' i 'Czarodziejskiego fletu.
Własnym uszom nie wierzyłam! Dla mnie przedstawienia Teatru Lalek są nie do przebicia. Wartka akcja, wielopłaszczyznowy humor i żarty, z których część ma drugie dno i wyraźnie adresowana jest do starszych widzów; fantastyczne kostiumy; operowanie muzyką i światłem; energia, jaką ze sobą niosą; śmiałe pomysły i genialna ich realizacja - wszystko, co do tej pory widziałam na scenie Teatru Lalek było świeże i porywające. Propozycja Capitolu wypadła na tym tle mizernie i blado. Jakiż więc przeżyłam szok konfrontując moje wrażenia z opiniami młodych widzów i ich wychowawczyni! Nie wiem, czy mnie jeszcze zaproszą na wspólne wyjście do teatru;)

wtorek, 14 kwietnia 2015

W ciemności / Agnieszka Holland

Seans niezapomniany, bo z bonusem w postaci spotkania z reżyserem. Agnieszka Holland z miejsca kupiła widownię odpowiadając na pierwsze pytanie tak ochoczo i wyczerpująco, że zajęło jej to prawie kwadrans. A potem przypieczętowała swój sukces poczuciem humoru i bezpośredniością, które stale były obecne w jej opowieści o pracy nad filmem, inspiracjach, historii swej rodziny, doświadczeniu zawodowym i planach na przyszłość.

Gdyby każdy film można było oglądać z takim komentarzem! Zaczynam rozważać regularny udział w Polish Cinema For Beginners. I nawet nie będę tu rozwijać wątku czwartkowego basenu, który ewidentnie nie jest mi pisany;)

czwartek, 2 kwietnia 2015

Mariusz Szczygieł

Mariusz Szczygieł jest wybornym gawędziarzem. Na wczorajszym spotkaniu autorskim na przykładach udowadniał, że to, co dla nas, Polaków, mających w jednym oku patos, a w drugim etos, stanowi tabu, dla naszych południowych sąsiadów nie jest nawet prowokacją. Bowiem oni wątpią. Asekurują się. A ich śmiech podszyty jest smutkiem. Najchętniej przytoczyłabym tu wszystkie zasłyszane anegdoty, ale i tak nie udałoby mi się oddać atmosfery, jaką jemu udało się za sprawą kilku zdań wyczarować.

Było o rzeźbach Davida Cernego, kinie (plakat czeski 'Miłość blondynki' określa jako komedię, podczas gdy na polskie ekrany film trafia jako dramat psychologiczny), fladze narodowej i hymnie (projekt patriotyczny, w którym flaga malowana jest na łonach i udach czarnoskórych modelek), marihuanie (doroczny konkurs fotograficzny na najpiękniejszy okaz), plebiscycie na najbardziej udaną stylizację na Jezusa, o Batach i reakcjach czeskich czytelników na opowieść o ich rodzinie, o krematoriach, piwie i lokalnym mocarstwie histerycznym, za jakie nas mają nasi sąsiedzi. Uśmiałam się po pachy. Zapragnęłam pojechać do Liberca. No i nie mogę się już doczekać kolejnej książki: będzie ona opowieścią dzierżoniowskich piratach powietrznych!

niedziela, 29 marca 2015

Nurek


Sensacja w Afrykarium: nurek pucujący szklane tafle.




wtorek, 10 marca 2015

Piec Na Szewskiej

Piec to niepozornych rozmiarów miejsce. Zawsze jest tu pełno, ciasno i gwarno. Ale obsługa uśmiecha się od ucha do ucha, zapachy doprowadzają zmysły do szaleństwa, a kiedy na stole pojawi się już pełny talerz, cały świat przestaje dla mnie istnieć. Ta magia działa za każdym razem, kiedy tu jestem. A że inne lokale przestały mnie interesować, kiedy po raz pierwszy spróbowałam pizzy 'Anielskiej', testy przeprowadzałam wielokrotnie.

Próbowałam różnych pozycji z menu. Eskalopki, ravioli, makarony, pizze, desery. Wszystko rewelacyjne. Godne uwagi są zwłaszcza dnia dnia polecane przez szefa kuchni, których nie obejmuje karta. Kawa, jak twierdzi Maciek, najlepsza w mieście. Ostatnim razem udało mi się nawet upolować upragnione tiramisu. Po sutym obiedzie ledwie zmieściłam ogromną porcję, ale było wyborne i żałowałabym każdego zmarnowanego kęsa, gdybym nieroztropnie zdecydowała się cokolwiek zostawić.

Obecnie w Piecu trwa remont. I tak sobie marzę, że kiedy wybiorę się tam następnym razem, w menu pojawią się też jakieś wina czy inne trunki. Mmm....

piątek, 27 lutego 2015

czwartek, 25 grudnia 2014

niedziela, 14 grudnia 2014

Grzaniec wrocławski

 Jak co roku o tej porze wszystkie drogi prowadzą na jarmark:)


niedziela, 7 grudnia 2014

Gaba Kulka


Charyzmatyczna wokalistka, klimatyczne wnętrze Starego Klasztoru, ale materiał z nowej płyty tak smętny, że koncert Gaby udało mi się przetrwać tylko dzięki skupieniu uwagi na perkusiście, który tak żywiołowo poruszał się przy swoim instrumencie, że miałam wrażenie, iż muzyka przepływa przez każdą komórkę jego ciała. Kto nie widział Roberta Rasza w akcji, nie wie, co to zaangażowanie.
Ale i tak chyba pierwszy raz w życiu uciekłam z koncertu nim muzyka ucichła:(



piątek, 5 grudnia 2014

piątek, 28 listopada 2014

wtorek, 25 listopada 2014

środa, 19 listopada 2014

Czarodziejski flet

Dziś uczciwie zasłużyłam na tytuł matki roku fundując Babusiowi istny dzień dziecka. Rano eksperymenty z z kwasami i zasadami na zajęciach chemicznych z Unikids, z których dzieci wyszły umazane sztuczną krwią. Potem klasowe wyjście do Teatru Lalek. Przejażdżka tramwajem w takim towarzystwie to zawsze niezapomniane przeżycie. A na koniec spotkanie ze smokami w ramach firmowej imprezy dla najmłodszych.

Padam na twarz, ale czuję, że się zrealizowałam;)

I tylko jeszcze wspomnę o przedstawieniu 'Czarodziejski flet', które okazało się wyborną ucztą dla oczu i uszu. Oprawa muzyczna, scenografia, kostiumy, aktorzy, a przede wszystkim sam pomysł na ten muzyczny spektakl - wszystko na najwyższym poziomie, dopracowane w każdym szczególe, pomysłowe, dowcipne, porywające, zachwycające. Wystarczy spojrzeć na fotografie zamieszczone na stronie teatru, by choć w przybliżeniu poczuć magię tego przedstawienia. I zapewniam, że warto poświęcić godzinę, by na własne oczy przekonać się,  jaką moc mają te barwne postaci, kiedy ożyją na scenie.



sobota, 11 października 2014

sobota, 4 października 2014

niedziela, 3 sierpnia 2014

Panorama Racławicka

Wszyscy wrocławianie są dumni z Panoramy Racławickiej, wiadomo. Ale kto z ręką na sercu może powiedzieć, że dopiero co tam był lub właśnie się wybiera - dla własnej przyjemności, a nie tylko dlatego, że akurat pogoda jest słaba, a trzeba oprowadzić gości po mieście? Otóż znaleźliśmy się z Babu w tej nielicznej grupie. 
W czasie wakacji Panorama przygotowała specjalną ofertę dla dzieci i ich opiekunów. Dwa razy w tygodniu za niewielką opłatą można posłuchać przesympatycznej pani przewodnik, która w niekonwencjonalny i skuteczny sposób zachęca młodych ludzi do poznania kawałka naszej historii i przyjrzenia się detalom wspaniałego obrazu. Gorąco polecamy:)