czwartek, 31 lipca 2014
Blood Ties
Przepadam za Clivem Owenem i choćby dla niego warto zobaczyć 'Więzy krwi'. Ale mocnych stron ma ten film bez liku. Obsada jest genialna, bohaterowie wielowymiarowi, a sympatią z miejsca obdarza się łobuza i jest się mu gotowym wybaczyć wszystko, bo choć lekko przychodzi mu porzucenie dzieci i kobiety, którą niegdyś kochał, oraz zabijanie z zimną krwią niewinnych ludzi, w decydującym momencie nie zawaha się on postąpić honorowo i oddać życia za brata. Pomysł na fabułę do rewolucyjnych nie należy, ale obraz nic na tym nie traci, bo akcja płynie gładko i sprawnie, emocje sięgają zenitu, a ścieżka dźwiękowa wyciska z oczu łzy. Pozycja obowiązkowa tego lata.
Przychodzi facet do lekarza
Dany Boon od pierwszej do ostatniej sceny strzela zabawnymi, choć nieco już ogranymi, minami, fabuła niebezpiecznie skręca w stronę absurdu, mało wysublimowane żarty do rzadkości nie należą, słowem komedia to może nie najwyższych lotów, ale szczerze się na niej uśmiałam. Gapowaty hipochondryk, by zaimponować dziewczynie, udaje ściganego przez policję rewolucjonistę. Nietrudno się domyślić, że jego poczynania obrócą się w farsę i oszust szybko zostanie zdemaskowany, by na koniec zdobyć przychylność wybranki swymi autentycznymi zaletami. Nie zniechęcam jednak do poświęcenia dwóch godzin na obejrzenie tej produkcji, bo może okazać się ona antidotum na całodzienne zmęczenie i stres. A poza tym, idę o zakład, że słownik każdego widza wzbogaci się o kilka zabawnych powiedzonek. Tyle z mojej strony. 'Trą-bą i marsi'.
środa, 30 lipca 2014
Po ślubie
Film wbija się w pamięć jak drzazga pod paznokieć. Warstwa fabularna jest nader prosta: na weselu pojawia się intruz, który burzy spokój panny młodej. Przeczuwa ona, że jest to posłaniec przynoszący złe wieści, ale wiedza, którą posiądzie prawdopodobnie zatruje jej spokój na długie lata. Pytań, z którymi zostajemy po obejrzeniu 'Po ślubie' jest wiele. Co tak naprawdę wiemy o ludziach, którym ufamy? Czy słowa obcej osoby są w stanie tak łatwo zburzyć budowane latami zaufanie? Czy możemy się odciąć grubą kreską od samych siebie z przeszłości? Dlaczego chcemy wierzyć sympatycznemu i przystojnemu Radimowi, a neurotycznego Alesza z miejsca podejrzewamy o niecne zamiary? Dobre, budzące niepokój kino.
wtorek, 29 lipca 2014
Porwanie Michela Houellebecqa
Tegoroczny festiwal Nowe Horyzonty rozpoczął się dla mnie bajecznie. W 'Porwaniu' Houellebecq gra samego siebie. I jest przezabawny. Powściągliwy, lekko stetryczały, zdecydowanie zaś upierdliwy i gadatliwy. Co za dystans do samego siebie! Co za pomysł na film! Pisarza porywają dla okupu trzej bracia, którzy nie mają co prawda doświadczenia w tego typu operacjach, ale na bieżąco mężnie stawiają czoło pojawiającym się wyzwaniom. Kryjówką okazuje się ich rodzinny dom. Zakładnik traktowany jest bardziej jak gość agroturystycznego gospodarstwa niż jak zakładnik, a że ponadto udaje mu się zdobyć przychylność i sympatię przetrzymujących go siłą mężczyzn oraz ich rodziców, atmosfera robi się nader sielska jak na okoliczności. A gdy w końcu zjawia się tajemniczy posłaniec z okupem, żal z powodu rozstania dopada nie tylko bohaterów filmu, ale również widzów.
Taniec ze smokami
Każda kolejna seria 'Gry o tron' wydaje się krótsza od poprzedniej i pozostawia coraz większy niedosyt. Tym razem już nie potrafiłam powściągnąć ciekawości i łapczywie sięgnęłam po powieść. Czytałam zachłannie i z wypiekami na twarzy, by dotrzeć do punktu wyjścia - teraz czekam na planowaną na koniec roku premierę szóstego tomu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





