środa, 4 grudnia 2013

Blue Jasmine

Na fali powrotów myślami do filmów, które widziałam latem - nowym dziełem Allena oczarowana nie byłam. Cate Blanchett jak zawsze pokazała klasę, ale drugi raz tego filmu na pewno nie będę miała ochoty oglądać. Pamiętam, że po wyjściu z kina najobszerniej komentowałyśmy fakt, że Jasmine miała ograniczoną garderobę i kilka razy występowała w tych samych butach, sweterku, sukience, co jest zaskakującą rzadkością we wszelkich produkcjach i od razu zwraca uwagę. I prawdę powiedziawszy, w tym momencie jakoś nie przychodzi mi do głowy nic, co mogłabym dodać.

Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai


Nie mogę uwierzyć, że tak późno odkryliśmy tę serię. Jest genialna, zaręczam. Od kilku dni lecimy książeczka za książeczką i nie mamy dość. Opowiastki są krótkie, dowcipne i treściwe. Zagadki niebanalne. Bohaterowie realni, a opisywane sytuacje z życia wzięte. Nie dziwota, że Martina Widmarka kochają na równi dzieci, jak i ich rodzice. No i nie muszę chyba wyjaśniać, w co się teraz ciągle bawimy;)

wtorek, 3 grudnia 2013

Góra miłości

Inspirowane programem o Krakatau obejrzanym na Discovery Science: góra miłości i makieta rezerwatu przyrody.


Babu z właściwym sobie optymizmem uznał, że narysowanie wulkanu z pewnością mu się nie uda, więc namalował 'górę miłości' - naciśnięcie przycisku w kształcie serca odpala fajerwerki.
Była to dobra rozgrzewka przed zabawą plasteliną, która, stawiając opór dłoniom dość niecierpliwego z racji wieku artysty, potrafi doprowadzić użytkownika do łez. Szczęśliwie nieustająco pracuję nad powiększaniem swojego spokoju i wymuszam na otoczeniu zachowania raczej stonowane emocjonalnie, toteż bilans naszej wulkanicznej przygody wyszedł na plus:)

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ritosława i jej pańcio

Będąc po raz kolejny świadkiem 'rozmowy' dwojga domowników, uprzejmie donoszę, że Maciek nazywa naszą kicię Ritosławą, a siebie pańciem Maciejkiem, hahaha:)

Kłopoty z mlekiem dla kota

Kolejną książeczkę z serii 'Czytam sobie' kupiłam jakiś czas temu i schowałam do szafki. I choć nie mogę sobie przypomnieć, co mną powodowało, dobrze wyszło, bo Babu ją oczywiście wypatrzył, a że nie była ot tak dostępna, jej wartość w jego oczach wzrosła i zapragnął przeczytać ją bez chwili zwłoki. I przeczytał ją za jednym zamachem! Sam się temu dziwił! A ja nieśmiało zaczynam już sobie wyobrażać te cudownie ciche popołudnia i wieczory, kiedy każdy zatopi się w swojej  lekturze...

niedziela, 1 grudnia 2013

Ethno Jazz Festival: Anna Maria Jopek

W piątek pierwszy raz miałam okazję posłuchać Jopek na żywo i muszę przyznać, że długo będę ten wieczór wspominać. Głos ma dziewczyna jak dzwon. I kiedy ujawnia jego moc, przed oczyma staje mi bezkresna równina, a nad nią ogrom nieba wypełnionego tylko śpiewem. Koncert składał się z polskich utworów z płyty 'Polanna'. Nie sądzę, abym miała wrócić do tego konkretnie krążka w przyszłości (jazzowe szaleństwo wciąga mnie jedynie na żywo), ale obudziła się we mnie ciekawość twórczością Anny Marii. I coś mi się zdaje, że wiele magicznych odkryć przede mną.

Czosnek, imbir, miód

No i stało się, Babu sprzedał mi wirusa. Zużycie czosnku, imbiru i miodu wzrosło niepomiernie. O wyrobach celulozowych nie wspominając. Całymi dniami trąbimy w chusteczki i kichami. Zaś nocami, tuż przed świtem, rozpoczynamy nasze koncerty. Nie ma jak solidne kasłanie w duecie:)