Kto nie widział, niech pędzi do kina. Rewelacyjna rozrywka. Od pierwszej minuty zostajemy wciągnięci w grę i do samego końca zastanawiamy się, kim jest Wanda, skąd jej wiedza, rekwizyty, umiejętności, jaki jest prawdziwy powód, dla którego pojawiła się w tym teatrze. Bo że nie jest przeciętną neurotyczną aktoreczką, domyślamy się od razu. Ale co jest maską, a co jej prawdziwą twarzą nie sposób ustalić - łatwość i częstotliwość przejść z jednego wcielenia w następne przyprawia o zawrót głowy i Thomasa, i nas, widzów. Śmiem twierdzić, że to życiowa rola Emmanuelle Seigner.
Jednakże Mathieu Amalric jest równie genialny. Jego podobieństwa do młodego Polańskiego trudno nie zauważyć. Ale to tylko szczegół dodający pikanterii, bo średnio by nas to obeszło, gdyby jego sceniczna partnerka nie była żoną wielkiego reżysera. Kiedy Thomas patrzy z zachwytem na Wandę, kiedy puszy się jako twórca, kiedy wydaje polecenia jako pan i władca teatralnej sceny, zastanawiamy się, czy tak właśnie widzi samego siebie Polański. Czy tylko nas podpuszcza. Ile ze swego prywatnego życia tu przemyca. Ale czy któryś z aspektów wielowymiarowej relacji pomiędzy dwojgiem bohaterów na tym traci? Absolutnie nie.
Rozgrywka między nimi odbywa się na tak wielu płaszczyznach, że połowy prawdopodobnie nawet nie zarejestrowałam. Walczą o władzę jako kobieta i mężczyzna, aktor i reżyser, domina i jej poddany, twórca i jego muza, kusiciel i człowiek wystawiony na próbę. Energia przepływająca między nimi elektryzuje. A wszystko odbywa się lekko, żartobliwie, z nutką autoironii. Oboje są wytrawnymi graczami, więc wystarcza słowo lub gest by zmienił się układ sił. I na koniec dowiadujemy się, że daliśmy się uwieść i zwieść. Wyborne widowisko!
środa, 13 listopada 2013
Czekoladki dla sąsiadki
Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam Babusiowi kolejny tom wierszy pani Geller. W 'Czekoladkach' głównymi bohaterami są zwierzaki, kot i pies, żyjące generalnie w zgodzie, a już z pewnością trzymające wspólny front, kiedy dochodzi do konfrontacji z sąsiadką. Niezłe z nich łapsurdaki, a pudel wręcz doprowadza mnie do łez i spazmów. Jego wizerunek daleki jest co prawda od stereotypowego sposobu przedstawiania tej rasy, ale działa na mnie z nie mniejszą siłą niż pojawiający się w mojej wyobraźni kudłaty i puszysty czworonóg. Serio, sama nie wiem, dlaczego, ale gdyby to był jamnik czy mops, zabawa byłaby dla mnie bez porównania mniej udana.
Sebi mi doniósł, że ktoś już im w szkole czytał ten tomik, więc dziś na literackie spotkanie z dzieciakami zabrałam 'Wścibskich'. I co się okazało? Że nie tylko mój syn zna urywki na pamięć. Znaczy się, dzieci to lubią. Więc jeszcze raz polecam.
Sebi mi doniósł, że ktoś już im w szkole czytał ten tomik, więc dziś na literackie spotkanie z dzieciakami zabrałam 'Wścibskich'. I co się okazało? Że nie tylko mój syn zna urywki na pamięć. Znaczy się, dzieci to lubią. Więc jeszcze raz polecam.
wtorek, 12 listopada 2013
Fucha
Kasia szkoli się na fotografa, a ja się ekscytuję za nas obie. Głównie dlatego, że załapałam się (no dobra, przemocą niemalże wcisnęłam) na modelkę. Było już pozowanie w parku, była sesja w domu, w którą zaangażowałyśmy też Bastka jako speca od oświetlenia. Swoimi zdjęciami będę mogła zapełnić niedługo pół ściany. (I jeśli narcystyczna strona mej natury zwycięży nad wrodzoną skromnością, prawdopodobnie strzelę sobie taką fototapetę i przestanę wychodzić z domu.)
A wczoraj na Bulwarze Tadka Jasińskiego szalałyśmy ze statywem i nocnymi ujęciami ogołoconych już znacznie z liści drzew. Kasia kombinuje i ćwiczy cierpliwość. Ja asystuję, ale i dostaję swoje pięć minut walki z tuzinem przycisków i pokręteł na bajeranckim aparacie. Fun jest. A z jakości zdjęć będzie się tłumaczyła kursantka, hehe:) Jeśli coś na zajęciach zostanie pochwalone, nie omieszkam się pochwalić.
A wczoraj na Bulwarze Tadka Jasińskiego szalałyśmy ze statywem i nocnymi ujęciami ogołoconych już znacznie z liści drzew. Kasia kombinuje i ćwiczy cierpliwość. Ja asystuję, ale i dostaję swoje pięć minut walki z tuzinem przycisków i pokręteł na bajeranckim aparacie. Fun jest. A z jakości zdjęć będzie się tłumaczyła kursantka, hehe:) Jeśli coś na zajęciach zostanie pochwalone, nie omieszkam się pochwalić.
To, co warto wiedzieć, wiem od swojego kota
Koniec z użalaniem się nad sobą. Obiecuję poprawę. I dziękuję wszystkim życzliwym duszom za telefony, maile i rozmowy. Ale nie mogę nie odnotować też wsparcia Rity. Godzin głaskania, przytulania, wpatrywania się ze zrozumieniem w oczy. Dziewczyna wyrywana regularnie ze snu w środku nocy zawsze gotowa była dotrzymywać mi towarzystwa i odganiać smutki, bezpardonowo domagając się należnych jej porcji pieszczot.
Namolność jako metoda terapeutyczna może się wydawać haniebna lub cokolwiek wątpliwa tylko komuś, kto nie zna kojących właściwości mięciusiej kociej sierści. A pięciomiesięczna koteczka futerko ma jedwabiście gładkie; wystarczy jeden ruch dłonią, by się uzależnić od jego dotyku. Do tego Ritka ma w zwyczaju głaskanie mnie po twarzy łapeczką (pazurki, rzecz jasna, schowane, i tylko poduszeczki jak najdelikatniejsza ircha muskają policzek) i przytulanie noskiem w nosek. Rozczulam się, wiem, ale ona tak szybko rośnie, że staram się rozkoszować każdą taką chwilą, póki mam ich pod dostatkiem. Potem będą już tylko zwykłe codzienne radości. Ich podstawowy wykaz znalazłam w kociej biblii, która okazała się fantastyczną lekturą dla rozchwianej emocjonalnie lunatyczki. Niektóre niewątpliwie przyprawią mnie jeszcze o zgrzytanie zębów, ale co tam, takie życie:)
Zmiana perspektywy zawsze dobrze robi.
piątek, 8 listopada 2013
Rozsypka
Nadal w rozsypce. W krótkich przebłyskach opamiętania spoglądam na siebie z boku i zastanawiam, jak do tego doszło, że byle drobiazg staje się przeszkodą, którą z wielkim trudem pokonuję . Albo i nie, a wtedy porażką życiową okazuje się, na przykład, brak porozumienia między mną a zawistną drukarką, i dostaję palpitacji serca, bo nie potrafię jednoznacznie ustalić, czy, do jasnej cholery, puściłam do druku te bilety i ktoś je sobie znajdzie i weźmie, kiedy durna maszyna zadziała, czy też może jednak wszystko jest w porządku, wycofałam w odpowiednim momencie polecenie drukowania i spokojnie się z Babu dostaniemy na imprezę, za którą zapłaciłam ciężkie pieniądze.
Kasia mówi, że widać jeszcze nie sięgnęłam dna, skoro nie potrafię się na dobre odbić. Faktycznie, moje podrygi są dość żałosne. W środę nosiło mnie po domu, nosiło, aż w końcu rzuciłam się na ścieranie kurzu i układanie klamotów na półkach. Efekt terapeutyczny spektakularny, acz krótkofalowy. O 2:15 w nocy magia przestała działać. Wczoraj na lodowisku dałam z siebie wszystko z nadzieją, że sportowy duch wyleczy mnie z bezsenności. Nie tędy droga, jak widać.
Boję się myśleć, co zastanę w głębi przepaści. A co, jeśli nie będzie to trampolina, od której odbiję się i wystrzelę jak rakieta, ale jakieś grząskie lepkie świństwo, z którego przyjdzie mi się wygrzebywać miesiącami? Póki co spowalniam ruch w dół: eliminuję z życia wszystkie zbędne mi do szczęścia elementy. A w każdym razie pracuję nad tym.
Kasia mówi, że widać jeszcze nie sięgnęłam dna, skoro nie potrafię się na dobre odbić. Faktycznie, moje podrygi są dość żałosne. W środę nosiło mnie po domu, nosiło, aż w końcu rzuciłam się na ścieranie kurzu i układanie klamotów na półkach. Efekt terapeutyczny spektakularny, acz krótkofalowy. O 2:15 w nocy magia przestała działać. Wczoraj na lodowisku dałam z siebie wszystko z nadzieją, że sportowy duch wyleczy mnie z bezsenności. Nie tędy droga, jak widać.
Boję się myśleć, co zastanę w głębi przepaści. A co, jeśli nie będzie to trampolina, od której odbiję się i wystrzelę jak rakieta, ale jakieś grząskie lepkie świństwo, z którego przyjdzie mi się wygrzebywać miesiącami? Póki co spowalniam ruch w dół: eliminuję z życia wszystkie zbędne mi do szczęścia elementy. A w każdym razie pracuję nad tym.
sobota, 2 listopada 2013
Cromwell
Z książki o Cromwellu, która absolutnie mnie pochłonęła.
'W jego opinii pokora rzadko bywa szczera, ale szczerość prawie nigdy nie przynosi zwycięstwa.'
'Męstwo nie równa się odwadze na polu bitwy. (...) Męstwo równa się stałości w dążeniu do celu. Równa się wytrwałości. Równa się zdolności życia z tym, co człowieka ogranicza.'
'W jego opinii pokora rzadko bywa szczera, ale szczerość prawie nigdy nie przynosi zwycięstwa.'
'Męstwo nie równa się odwadze na polu bitwy. (...) Męstwo równa się stałości w dążeniu do celu. Równa się wytrwałości. Równa się zdolności życia z tym, co człowieka ogranicza.'
Subskrybuj:
Posty (Atom)

