poniedziałek, 30 grudnia 2013
Opowieści z Narnii
W czasie świąt nagraliśmy dla Babu wiele filmów z telewizji i powoli je sobie teraz odtwarzamy. Przygody dalmatyńczyków i renifera Niko oglądałam kątem oka, ale do 'Opowieści z Narnii' to już zasiadłam na całego. Przepadam za tą historią i chciałam nią zaciekawić także Sebiego, mimo że wiele w filmie jest scen, które moje empatyczne dziecko doprowadzają do łez. Czy mi się udało, okaże się, kiedy za jakiś czas zaproponuję mu 'Księcia Kaspiana'. Póki co pierwsza część sagi za nami.
Uwikłanie
W najlepszej wierze, a nawet z niewielkimi wyrzutami sumienia, że nie poszłam na to do kina, zasiadłam do oglądania 'Uwikłania', i już po kilkunastu minutach sama się rozgrzeszyłam, bo film to słaby, a miejscami wręcz denerwujący. Zacznijmy od pani prokurator. Wkurzona już od pierwszej sceny, miota się i pokrzykuje na każdego, kto ośmieli się do niej odezwać. Pięknie kontrastuje z nieustająco opanowanym komisarzem. Uwikłanie w mrożącą krew w żyłach historię nie zmienia ich zachowania, a swe myśli skrywają skrzętnie, także charakterystyki dynamicznej postaci nie przedstawię. Można by się za to zastanowić, jakim cudem, skoro tacy zapracowani i zabiegani, a także doświadczeni z hukiem zakończonym przed laty romansem, mają czas na nieustające przesiadywanie po knajpkach? I wreszcie coś, co zniesmaczyło mnie dokumentnie. Seweryn wygłaszający z parkowej ławki tyradę o swej ojczyźnie i rodakach. To już naprawdę było żenujące. Zapodany łopatologicznie rys dydaktyczny w kryminale? Ręce opadają.
niedziela, 29 grudnia 2013
Pustkowie Smauga
Cały rok czekaliśmy na drugą część 'Hobbita', więc już dziś polecieliśmy do kina. Babu początkowo mocno się wzbraniał, ale kiedy usłyszał, że tu Golluma nie będzie, od razu zmienił zdanie. I całe szczęście, bo tę produkcję naprawdę warto zobaczyć na wielkim ekranie. Zwłaszcza, że 'Pustkowie Smauga' jest o niebo lepsze od 'Niezwykłej podróży'. O dłużyznach i przeciąganiu jakiejkolwiek sceny choćby o kilka sekund można zapomnieć. Od strony plastycznej film jest przepiękny. I kończy się w takim momencie, że cała sala aż jęknęła. Fani Petera Jacksona będą zachwyceni, zapewniam.
sobota, 28 grudnia 2013
Stare fotografie
Niespodziewanie stałam się posiadaczką kilkunastu starych fotografii, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nie mogę przestać się w nie wpatrywać. Parę strzępków papieru i tyle pytań więznących w gardle, bo nie ma komu ich zadać. Kłębowisko myśli, wspomnień, emocji. Ludzie, których już ciałem między nami nie ma. Zrównany z ziemią budynek. Sytuacje, których pamięć nie pomieściła. Książka o nie możliwym do ustalenia tytule. Próbuję odnaleźć siebie w tym chudzielcu o pyzatej buzi. To było tak dawno temu...
środa, 25 grudnia 2013
Wiewióry i reszta
Trzy ostatnie dni spędziliśmy w parku. Nie ma lepszego miejsca, jeśli chce się uciec od przedświątecznie rozgorączkowanego tłumu i zaraźliwego szału zakupów, sprzątania, gotowania etc. Zwłaszcza, kiedy pogoda dopisuje. A wczoraj było dwanaście stopni. I oczekiwane pustki. Bo to nie pierwszy raz, kiedy się tak zaszywamy. Z doświadczenia więc już wiemy, że poza amatorami mocnych trunków spotkamy tam tylko kilku tatusiów towarzyszących swym pociechom na placu zabaw, paru właścicieli psów wyprowadzających swych pupilów na spacerek, może jakichś fanatyków joggingu. Tak było i teraz. Plus drzewa skąpane w słońcu. Gromadnie występujące wiewiórki, w podskokach przybiegające po orzeszka. Chmary gawronów, kawek i wron siwych (Babu mi objaśnił, co jest czym). Oraz nowość na placu zabaw - siłownia dla dzieci. Czy już mówiłam, jak bardzo lubię nasz park? :)
wtorek, 24 grudnia 2013
Barkan Kiddush
Wczoraj o mało się nie przewróciłam, kiedy w Cocofli okazało się, że zmieniło się menu i z afisza zeszło wino, które dopiero co odkryłam. A jest to wino najlepsze na świecie, o jakim nawet nie śmiałam marzyć. Kryje w sobie aromat moich ulubionych owoców: czarnych czereśni. Pachnie doskonale, smakuje jeszcze lepiej. W ciągu ułamka sekundy teleportuje do słonecznej krainy, gdzie wiecznie trwa czerwiec, życie jest słodkie, a w powietrzu unosi się obietnica cudownych wakacji.
No więc wertuję tę kartę dań i trunków raz i drugi. W końcu pytam barmana, czy to aby wszystko w ich ofercie. Dowiaduję się, że mniej popularne napitki zostały wycofane. I już jedną nogą wpadam w czarną rozpacz, kiedy usłużny człowiek robi przegląd zapasów na półkach i znajduje cudem ocalałą butelczynę. A potem jeszcze jedną. Podczas gdy napełnia mi kieliszek, konstatuję, że oto jestem prawdopodobnie jedynym klientem, który wie, że wino jest dostępne, ale tylko dla wtajemniczonych! Czyli że obie butelki są niejako moje. Zaklepane. Ukryte. Niedostępne dla tłuszczy. O niebiosa!
A potem schodzi się poniedziałkowa paczka. Opowiadam całą historię. I zostaję obdarowana nienapoczętą butelką w ramach spóźnionego prezentu urodzinowego. Brakuje mi tchu z wrażenia i nie śmiem protestować.
I w tym miejscu w końcu to napiszę. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się dostać na urodziny samych wymarzonych prezentów. Wiem, że za każdy już dziękowałam, ale pozwolę sobie powtórzyć: kochani darczyńcy, z całego serca dziękuję! Za łyżwy, kalendarz, książkę, pudełko słodkości i wino. Każdej z tych rzeczy szczerze pragnęłam, choć prawdopodobnie żadnej z nich sama bym nie nabyła. To dla mnie namacalne dowody na to, że mnie znacie i słuchacie, co mówię, nawet jeśli to niekończące się tyrady bez puenty. Że Wam na mnie zależy i że szczerze chcecie sprawić mi przyjemność. Dziękuję Wam, że jesteście i że mogę na Was liczyć! Jestem taką szczęściarą!
No więc wertuję tę kartę dań i trunków raz i drugi. W końcu pytam barmana, czy to aby wszystko w ich ofercie. Dowiaduję się, że mniej popularne napitki zostały wycofane. I już jedną nogą wpadam w czarną rozpacz, kiedy usłużny człowiek robi przegląd zapasów na półkach i znajduje cudem ocalałą butelczynę. A potem jeszcze jedną. Podczas gdy napełnia mi kieliszek, konstatuję, że oto jestem prawdopodobnie jedynym klientem, który wie, że wino jest dostępne, ale tylko dla wtajemniczonych! Czyli że obie butelki są niejako moje. Zaklepane. Ukryte. Niedostępne dla tłuszczy. O niebiosa!
A potem schodzi się poniedziałkowa paczka. Opowiadam całą historię. I zostaję obdarowana nienapoczętą butelką w ramach spóźnionego prezentu urodzinowego. Brakuje mi tchu z wrażenia i nie śmiem protestować.
I w tym miejscu w końcu to napiszę. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się dostać na urodziny samych wymarzonych prezentów. Wiem, że za każdy już dziękowałam, ale pozwolę sobie powtórzyć: kochani darczyńcy, z całego serca dziękuję! Za łyżwy, kalendarz, książkę, pudełko słodkości i wino. Każdej z tych rzeczy szczerze pragnęłam, choć prawdopodobnie żadnej z nich sama bym nie nabyła. To dla mnie namacalne dowody na to, że mnie znacie i słuchacie, co mówię, nawet jeśli to niekończące się tyrady bez puenty. Że Wam na mnie zależy i że szczerze chcecie sprawić mi przyjemność. Dziękuję Wam, że jesteście i że mogę na Was liczyć! Jestem taką szczęściarą!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


