wtorek, 11 lutego 2014

Dziadek w pociągu

Śniło mi się, że wędruję ubitą drogą, aż docieram do lasu. A tam, chociaż torów brak, stoi pociąg. W nim mieszka mój dziadek, którego właśnie przyjechałam odwiedzić. Wchodzę przez tylne drzwiczki ostatniego wagonu, takie dosłownie tylne, nie z boku, i przechodzę przez cały długi, umeblowany jak zwykłe, może trochę staromodne domostwo, skład. Wreszcie spotykam pana, którego co prawda pierwszy raz na oczy widzę, ale pokrewieństwu żadne z nas nie zaprzecza. Z plecaka wyjmuję trzy flaszki wina i zasiadamy do stołu. A po kolacji dziadek mówi mi, że jedzie na cowieczorną przejażdżkę bryczką. I faktycznie z okna ostatniego znowu wagonu widzę jak odjeżdża kolaską zaprzęgniętą w konika.

Hooligans

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to odkrycie, że kibole to nie tylko proste chłopaki z dzielnicy, ale ludzie, którzy z sukcesem realizują się na niwie zawodowej. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego żyłam z przeświadczeniem, że status społeczny, wykształcenie czy prestiżowy zawód wykluczają możliwość przynależności do grupy goniących za mordobiciem fanów futbolu. Drugim szokiem było chwilowe, ale jednak, solidaryzowanie się z szajką chuliganów. Tu sprawa jest prosta: ładna buźka Pete'a plus zaangażowanie Matta zrobiły swoje.
Film przybliżył mi świat kibiców, nadal jednak nie rozumiem, dlaczego z tym akurat sportem łączą się pomeczowe starcia jego fanów. Bo chyba nie o piłkę tu chodzi, tylko o samą okazję do wyładowania agresji i znalezienie pretekstu do użycia przemocy. Dlaczego te chłopaki muszą występować pod szyldem klubu, żeby po prostu obić sobie nawzajem szczęki i resztę? Dlaczego nie wystarczy im swoje tylko nawzajem towarzystwo, ale wciągają w to przypadkowych przechodniów? Skąd pomysł, że będzie to imponowało ludziom na tyle, żeby pisali o nich z podziwem w gazetach? I przede wszystkim, skąd te pokłady niedającej się powstrzymać, kiedy już raz da się jej ujście, nienawiści? Bo rozumiem, że za samą agresję i nadwyżki energii odpowiada tu testosteron.
Bardzo dobry film ze świetnie obsadzonymi głównymi bohaterami, z fenomenalną muzyką i zaskakująco wiarygodnymi scenami walki wręcz.

poniedziałek, 10 lutego 2014

The Way Way Back

Cudownie pozytywny film! Niepewny siebie nastolatek bezczelnie gnębiony przez nowego chłopaka mamy znajduje przyjaciela w przypadkowo poznanym facecie, który wie jak cieszyć się życiem. Wiem, że taki opis brzmi infantylnie i mało zachęcająco, ale jest to fantastyczna i mądra komedia o tym, co tak naprawdę sprawia, że zaczynamy w siebie wierzyć, czerpać frajdę z tego, co przynosi nam los i dawać sobie szansę na to, by być, kim faktycznie jesteśmy bez chodzenia na skróty i bezsensowne kompromisy. Wyciągnie z każdego doła:)

Pamiątkowe rupiecie

Czytam od tygodnia i nie mogę wyjść z zachwytu dla prostoty życia naszej noblistki. Świat, jaki sobie zbudowała, jakiego pilnie strzegła, jest tak odmienny od tego, co zewsząd jest nam wciskane jako pełnia życia, że nie sposób nie ulec jego urokowi. I dochodzę do wniosku, że tylko w takich warunkach, bez pośpiechu i łapczywości kontestując każdą chwilę, mogła z uwagą i skupieniem na detalach przyglądać się wszystkiemu, a potem przelewać swe myśli i spostrzeżenia na papier.

niedziela, 9 lutego 2014

Nocne harce

O czym marzę, kiedy nadchodzi weekend spędzany przez Babu u babci? Wiadomo, wyspać się porządnie, a potem spokojnie leżeć w łóżku ze śniadaniem i stertą gazet do południa. Mój śmiały plan z miejsca został jednak storpedowany, bowiem Rita przewidziała na ten czas zgoła inne atrakcje.
I tak już nocą z piątku na sobotę zdecydowała się wciągnąć nas do zabawy w polowanie na tajemnicze i wielce nęcące nogi kryjące się pod kołdrą. Chodzi o to, żeby poskrobać pościel, a potem wsunąć pod nią łapę i przejechać pazurami po czym się da. Mam świadomość, że pomysł nie wziął się znikąd - kiedyś kot miał swobodny dostęp do stóp, łydek i kolanek wystających spod kołdry i bez specjalnego wysiłku mógł sobie coś drasnąć lub nadgryźć, gdy tylko naszła go ochota. Ale jakoś wszyscy domownicy zaczęli skrzętnie opatulać się przed snem...

Ritka bawiła się na całego. Brak naszego entuzjazmu absolutnie jej nie przeszkadzał, a przeganianie z łóżka tylko ją nakręcało. Kiedy zamknęliśmy drzwi, dobijała się tak hałaśliwie, że nie mogliśmy jej ignorować. Ale wpuszczenie do środka traktowała jako przyzwolenie na kontynuowanie zabawy, więc nastąpiła ponowna eksmisja. A potem amnestia. A potem jeszcze raz od nowa. Skończyło się na wygnaniu. 
Kiedy zaś wreszcie rano wparowała do sypialni z pomponem na przeprosiny, a ja nie zareagowałam stosownie, bo jeszcze spałam, przywołała mnie do porządku pacnięciem łapą w nos. Zapomniała jednak (albo i nie, nie chcę jednak wyciągać zbyt pochopnych wniosków i rzucać bezpodstawnych oskarżeń) schować do końca pazurki. Krew się nie polała, dwie czerwone krechy zostały.

Dzisiejszej nocy nastąpiła powtórka z rozrywki. Już po pierwszej eksmisji Ritusia tak łkała pod drzwiami, że daliśmy jej drugą szansę. Wróciła skruszona i przez kilka minut było jak w reklamie: koteczek zasypia wtulony w panią. Ale szybko jej się znudziło, zanurkowała mi pod kołdrę, po czym uciekła i z godnością, bez słowa skargi przyjęła do wiadomości, że tej nocy już się do nas nie wprosi.

August: Osage County

Film przepiękny i bardzo poruszający, ale ogrom smutku, jakim nas na długo przepełni, uświadamiamy sobie dopiero, kiedy wyświetlają się napisy. Do ciężko chorej matki zjeżdżają się trzy córki. Powodem jest zniknięcie ich ojca. Chwilę później okazuje się, że popełnił on samobójstwo. Kiedy cała rodzina zasiądzie do stołu, koszmar, w jakim żyją, ukaże się w całej swej okazałości. Nikt tu nie jest szczęśliwy i raczej nie ma co się łudzić, że nastąpi przełom i pojednanie. Są krzywdy, których nie da się naprawić, decyzje i słowa, których nie da się cofnąć. I nawet iskierka nadziei, jaką niesie ze sobą miłość Ivy i Małego Charlesa, zostanie brutalnie stłamszona w zarodku.
Meryl Streep po raz kolejny dała tu popis swoich umiejętności. Stypa i scena rozmowy z córkami w ogrodzie, kiedy opowiada historię wymarzonego prezentu pod choinkę, mrożą krew w żyłach i wbijają w fotel. Ale prawdziwą gwiazdą tego filmu jest dla mnie Julia Roberts grająca równie despotyczną i zimną jak matka Barbarę. W mojej ocenie jest to rola jej życia. Perełką, o której muszę wspomnieć jest utwór 'Last Mile Home' Kings of Leon, który słyszymy na końcu. Chyba trzeba sprawić sobie soundtrack z 'Sierpnia'.

wtorek, 4 lutego 2014

Laurka dla stolarza

Maciek zebrał się w sobie i wszystkie regały już gotowe, szafki powieszone, biurka poskręcane, dziury powiercone. 
A mogliśmy sobie zafundować długie wiosenne miesiące w trudzie i znoju! Weekendami lakierować deski, by je ciepłymi nocami heblować. Spierać się godzinami o rozstaw półek lub wielokrotnie, acz bezowocnie, jeździć do Ikei tudzież Castoramy po wsporniki do książek, śrubki, bejce. Tygodniami całymi dywagować nad ostateczną wersją umiejscowienia na ścianie telewizora. I tak dalej.
Tymczasem Maciek egoistycznie zamykał się w dużym pokoju, nie dając rodzinie okazji do ponarzekania na niewygody czy ślimacze tempo pracy. Szok spowodowany raptownie rzuconym mi przez los wyzwaniem ustawiania na nowo książek i całej masy szpargałów trzymał mnie w swych szponach prawie tydzień. Ale dziś nareszcie odzyskałam mowę. A chłopaki drugi dzień z rzędu poszli spać z kurami. Tak więc odmalowuję dziś laurkę memu ulubionemu mężowi.
Mój ty kochany stolarzu na zlecenie jedyny! Aż mnie korci, żeby jakiś nowy mebelek zaprojektować;)