sobota, 22 listopada 2014

Obywatel

Nawet zjadliwy felieton Vargi nie potrafił odwieść mnie od pomysłu wybrania się na ten film. Jerzy Stuhr to gwarancja udanej komedii, a co dopiero, kiedy stanie on za kamerą, a na planie będzie mu towarzyszył syn. Cóż, najkrótsza recenzja 'Obywatela', jaka mi przychodzi do głowy, mieści się w dwóch słowach: zmarnowana szansa. Chociaż liczba mnoga byłaby tu bardziej na miejscu. Scenariusz miał w sobie potencjał, ale teoretycznie zabawne sceny zepsuła drewniana gra aktorska, brak iskry, polotu, wiarygodności postaci. Może nadmiar filuternych historyjek nie był jednak najlepszym pomysłem na opowiedzenie historii życia Jana Bratka. Anegdoty i  aktorskie perełki (Sonia Bohosiewicz) ginęły w nadmiarze następujących po sobie gagów, niemalże czuło się pośpiech, z jakim postaci przeskakują z jednej scenerii w drugą, by zmieścić się w wyznaczonym czasie ze wszystkimi przewidzianymi atrakcjami. A finał filmu do szczętu mnie już zniesmaczył. W moim odczuciu całość jest niestrawna i szkoda na nią czasu.

środa, 19 listopada 2014

Czarodziejski flet

Dziś uczciwie zasłużyłam na tytuł matki roku fundując Babusiowi istny dzień dziecka. Rano eksperymenty z z kwasami i zasadami na zajęciach chemicznych z Unikids, z których dzieci wyszły umazane sztuczną krwią. Potem klasowe wyjście do Teatru Lalek. Przejażdżka tramwajem w takim towarzystwie to zawsze niezapomniane przeżycie. A na koniec spotkanie ze smokami w ramach firmowej imprezy dla najmłodszych.

Padam na twarz, ale czuję, że się zrealizowałam;)

I tylko jeszcze wspomnę o przedstawieniu 'Czarodziejski flet', które okazało się wyborną ucztą dla oczu i uszu. Oprawa muzyczna, scenografia, kostiumy, aktorzy, a przede wszystkim sam pomysł na ten muzyczny spektakl - wszystko na najwyższym poziomie, dopracowane w każdym szczególe, pomysłowe, dowcipne, porywające, zachwycające. Wystarczy spojrzeć na fotografie zamieszczone na stronie teatru, by choć w przybliżeniu poczuć magię tego przedstawienia. I zapewniam, że warto poświęcić godzinę, by na własne oczy przekonać się,  jaką moc mają te barwne postaci, kiedy ożyją na scenie.



niedziela, 16 listopada 2014

Frozen Free Fall

Dziś odkryta i z miejsca szaleństwo! Gramy z Babu całe popołudnie. Ja na swojej komórce, on na telefonie Maćka. Oboje na podłączonych ładowarkach. Utknęłam na poziomie dwudziestym drugim, a że straciłam wszystkie życia, muszę czekać na zmartwychwstanie. Zaczynam się zastanawiać nad dokonaniem opłaty celem przyspieszenia tego procesu. A już z pewnością zostawię grę włączoną na noc, żeby mi się 'dodatkowe życia' ładowały. Ciekawe, czy jest na nie jakiś limit.



sobota, 15 listopada 2014

Drugi przekręt Natalii

Kryminały Rudnickiej czytam z niekłamaną przyjemnością. Zabawne, pisane lekko, z przymrużeniem okiem - świetnie nadawałby się do adaptacji filmowej. Zwłaszcza historia o pięciu przekrzykujących się nieustannie siostrach. W pierwszej części Natalie dopiero odkryły, że są siostrami i wspólnymi siłami zmagały się z wyjaśnieniem zagadkowej śmierci tatusia. Teraz mieszkają razem i choć trudno w ich przypadku mówić o jednomyślności, w konfrontacji ze światem zewnętrznym trzymają sztamę. Zwłaszcza, kiedy w grę wchodzi sakiewka pełna diamentów. Ta książka to błahostka, którą czyta się jednym tchem. Ale szczęśliwie Rudnicka nie udaje, że miało to być coś innego, nie puszy się, nie wmawia czytelnikowi, że jest jakieś drugie dno w książce, która ma li i jedynie służyć rozrywce. Dla fanów prozy Camilli Lackberg czy Charlotte Link nie będzie to czas stracony.



piątek, 14 listopada 2014

Zguba

Późny sobotni wieczór, biesiadujemy poza domem. Jakimś cudem udaje mi się usłyszeć, że w mojej torebce dzwoni komórka. Telefonuje babcia Bogusia pełniąca tej nocy rolę babysitterki.
 - Aga, muszę ci coś powiedzieć! Zgubiliśmy kota!
Zatyka mnie. Nie wiem, czy śmiać się, czy płakać na takie wyznanie.
 - Przeszukaliśmy całe mieszkanie, sprawdziliśmy balkon, pod łóżkiem w sypialni, pod szafkami w kuchni, Babu chodził wszędzie z laserkiem i głośno wołał Ritę, ale nie przyszła. Nawet zeszliśmy schodami na parter i sprawdziliśmy całą klatkę schodową. Nigdzie jej nie ma. A Sebi już prawie płacze i powtarza, że nie będzie bez niej mógł żyć. Pewnie wymknęła się z domu, kiedy było zamieszanie przy waszym wyjściu.
 - A szafy sprawdzaliście? Otwieraliśmy wszystkie trzy skrzydła, może ją tam zamknęliśmy niechcący.
 - No czekaj, już zaglądam... O matko! Biedulka w szafie była uwięziona! A tu tak ciasno, ledwie się zmieściła pod kurtkami, bo tu jakiś karton pełen czapek i szalików.  Ale jej tam musiało być niewygodnie! Aż się cała wzdryga i przeciąga.



czwartek, 13 listopada 2014

Londyn NW

Stoję przystanku, czytam, podchodzi koleżanka z dawnej pracy, zagaduje i już po chwili toniemy w rozmowie o nowościach w księgarniach, osobistych odkryciach ostatnich miesięcy, strategiach czytelniczych i tak dalej. Ewidentnie nadajemy na tych samych falach. Że też nigdy wcześniej na siebie nie wpadłyśmy! Rozmowa zahacza też o Zadie Smith, której najnowszą powieść trzymam pod pachą. Koleżanka z miejsca przyznaje się, że to jej pierwsze spotkanie z tą polecaną przez wszystkich autorką, że za książkę zabrała się z ogromnym entuzjazmem i że z wyrzutami sumienia porzuciła ją przy pierwszej nadarzającej się okazji. Pytam o powody zniechęcenia i słyszę te same zarzuty, które sama bym postawiła. Bohaterowie tendencyjnie odmalowani jako bezdennie depresyjni. Ich motywacja psychologiczna pozostała tajemnicą. Styl sztuczny, niemalże przesiąknięty łzami i potem męczącej się nad każdą frazą autorki. Jedyna jawna intencja pisarki to zarażenie czytelnika poczuciem absolutnego zniechęcenia do cieszenia się czymkolwiek, epidemią która zdaje się grasować w kilku londyńskich dzielnicach.
Naprawdę ulżyło mi, kiedy już z koleżanką ustaliłyśmy wspólne stanowisko wobec 'Londynu NW', bo ja dobrnęłam do ostatniej linijki i ze smutkiem uświadomiłam sobie, że równie dobrze mogłam odpuścić po trzeciej stronie. Tak więc ku przestrodze: jeśli nie czujesz magii tej książki od pierwszego zdania, poszukaj innej lektury. Tym razem Zadie Smith nie wyszło.


poniedziałek, 10 listopada 2014

My, Cyganie


Fantazyjne nakrycia głowy na organizowanych u nas spotkaniach towarzyskich stały się już normą. Czas pójść krok dalej. Na razie się wprawiamy:)