Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni czytałam opowiadania. Niewątpliwie przy krótszej formie trzeba się przestawić na inny tryb percepcji. Pozostać w gotowości, by nie dać się zaskoczyć urywającej się nader szybko narracji. Nie najgorszym pomysłem jest też wybranie docenianego na całym świecie autora. O Munro mówi się i pisze w ostatnich miesiącach sporo. Sięgnęłam więc po jej prozę niejako przygotowana. Ale i tak nie było łatwo. Pierwsze opowiadania zupełnie nie trafiły mi do przekonania. Czytałam jednak wolno, bez zachłystywania się, dając sobie czas na chwilę reklesji między kolejnymi tekstami. I zadziałało: od połowy tomu byłam już w świecie bohaterów, nadążałam za ich tokiem myślenia, rozumiałam ich wybory. Nie olśniło mnie, ale jeśli trafię na Munro na bibliotecznej półce, niewątpliwie uznam to za szczęśliwe zrządzenie losu.środa, 28 listopada 2012
Zbyt wiele szczęścia
Nie pamiętam, kiedy po raz ostatni czytałam opowiadania. Niewątpliwie przy krótszej formie trzeba się przestawić na inny tryb percepcji. Pozostać w gotowości, by nie dać się zaskoczyć urywającej się nader szybko narracji. Nie najgorszym pomysłem jest też wybranie docenianego na całym świecie autora. O Munro mówi się i pisze w ostatnich miesiącach sporo. Sięgnęłam więc po jej prozę niejako przygotowana. Ale i tak nie było łatwo. Pierwsze opowiadania zupełnie nie trafiły mi do przekonania. Czytałam jednak wolno, bez zachłystywania się, dając sobie czas na chwilę reklesji między kolejnymi tekstami. I zadziałało: od połowy tomu byłam już w świecie bohaterów, nadążałam za ich tokiem myślenia, rozumiałam ich wybory. Nie olśniło mnie, ale jeśli trafię na Munro na bibliotecznej półce, niewątpliwie uznam to za szczęśliwe zrządzenie losu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz