Woda była idealnie gładka. I coś aksamitnego unosiło się w powietrzu.
Widok z Mostu Milenijnego.

Są książki, które pochłaniają mnie totalnie. I to jest jedna z nich. Przenoszą mnie w zupełnie inny wymiar nie tylko w czasie lektury, ale też w zupełnie niepodziewanych momentach, kiedy tylko o nich pomyślę. Treści zasadniczo zdradzać nie mogę, żeby nie popsuć komuś przyjemności czytania. Tym, co uderzyło mnie najmocniej jest powściągliwość, z jaką przedstawiony jest tu świat i bohaterowie, którzy też sami z siebie są właśnie tacy lekko wycofani, wyciszeni, a żyją w sposób absolutnie dla mnie zaskakujący. Chyba do tego głównie sprowadza się dla mnie na razie wschodnia egzotyka. Powiem tyle: tak jak po 'Muzeum niewinności' zapragnęłam zobaczyć Stambuł, tak teraz marzę o Japonii. A drugą rzeczą, która łączy Pamuka z Murakami, jest cudowna lekkość, z jaką przychodzi im snucie historii mało może obfitujących w wydarzenia (jak na objętość, oczywiście: 800 stron u pierwszego i po 400 w każdym tomie u drugiego), za to przepełnionych refleksją nad pełnych znaczeń niuansami.
Książka od babci Bogusi znowu poszła w ruch. Ku uciesze młodszych i starszych czytelników. Jest bowiem tak pięknie wydana i fantastycznie napisana, że wciąga nawet najbardziej opornych na ptasie wdzięki. Dziś zabraliśmy ją nawet na działkę i czytaliśmy przy ognisku. A potem Babmuś odkrył w sobie skowronka. Tylko nad repertuarem przydałoby się jeszcze popracować, bo najpierw ćwierkał, a potem krakał, absolutnie nie przejmując się zdziwieniem odbiorców.
Czytanie tej książki sprawiło mi dużo przyjemności. Jest to wciągająca saga rodzinna, soczyście napisana, przepełniona fascynacją Krakowem i umiejętnym uzupełnianiem opowiadanej historii i ogólnego tła historycznego anegdotami, dykteryjkami, plastycznie odmalowanymi szczególikami. Może wzmianki o Titanicu, pogrzebie Piłsudskiego czy popularności Przekroju wydają się banalne, ale w moich oczach uczyniły lekturę atrakcyjniejszą. W książce Piątkowskiej znalazłam też wiele odniesień do Marqueza, ale już sama nie wiem, czy to jakaś moja dewiacja, że wszędzie ich szukam, czy po prostu mam takie szczęście. A może już pora znowu przeczytać 'Sto lat samotności'.
Wczorajszy wieczór upłynął przy sympatycznej animacji, lecz nasze nadzieje na powtórkę w niedzielny poranek okazały się płonne. Zwykle ta metoda działała bez zarzutu i była gwarancją sukcesu dla naszego porannego leniuchowania. Babulek zajmował kanapę i wałkował nowy film, a my zalegaliśmy w łóżku. Cóż, nic nie trwa wiecznie. Ale łaskawy los zesłał mi nie lada pocieszenie: moje dziecię wykazało zainteresowanie Eurobiznessem i gramy w niego drugi dzień. Liczę, że ta fascynacja szybko mu nie minie. I zastanawiam się, kiedy uda mi się pierwszy raz zapoznać go z kanastą:)
No cóż, tyle dobrego mogę powiedzieć o tej książce, że jej przeczytanie zajmuje około godziny (do pracy i z powrotem) i że mamuśki odchowanych dzieci mogą sobie przypomnieć, ile czasu spędzały kiedyś w parku. Jednakże lektura od pierwszych zdań kojarzy się z wypracowaniami pisanymi nieudolnie na lekcje języków obcych, narracja jest drętwa, no może tyle, że akcja toczy się wartko, ale to z kolei głównie dlatego, że najdłuższe jest wprowadzenie do niej, a potem rzeczy same się dzieją, jakby poza bohaterami, którzy swoją drogą są sztampowi do bólu. Aż dziw bierze, że autorka wzorowała się na własnych doświadczeniach.
Książka, którą przez wiele lat wymieniałam pośród tych, co to zmieniły moje życie, oficjalnie ustępuje miejsca innym tytułom. Nie mam jej w domowej biblioteczce, czego długo nie mogłam sobie darować. Trudno ją też było znaleźć w osiedlowym zbiorze. I chyba tylko dlatego mit przetrwał tak długo. Teraz wydaje mi się przeładowana pomysłami, przegadana, przemądrzała, nadęta wręcz. Co słowo, to objawienie, toż to oszaleć można. Męczyłam ją dobrych parę dni. Teraz z niepokojem myślę o 'Prawieku i innych czasach'. Od ostatniej lektury też już minął szmat czasu. Co to będzie, jeśli i on stracił swój urok? Jakoś dziwnie mi na samą myśl, że mogę nie nazywać Tokarczuk swoją ulubioną pisarką. To jakbym straciła przyjaciółkę.
Florka przypadła Babusiowi do gustu do tego stopnia, że czytaliśmy ją chyba z dziesięć razy. I wcale mu się nie dziwię, bo zajmowała się ona na poważnie ważkimi sprawami i zadawała same istotne pytania, na które nie tylko dzieci szukają odpowiedzi. Jak to możliwe, że coś jest we śnie i jednocześnie tego nie ma? Gdzie jest czas, którego wszystkim brakuje? Na czym polega istota skarbów z wakacji? Dzięki tej książce poruszyliśmy na nowo wiele tematów, a może nawet oswoiliśmy choć odrobinę kilka lęków.