![](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgN6Vlrng9j9NX-b95UPC03Fmr-5yc8vJIc55zpCvNqDNd2fLDq2brtJADHPB36389WiS-nEcnlKGF6j9k11lnBUJXMTUFQl6Nz4l9cAF5dkTnCnFMrzw66mypdx65secOlqOWmWEZDxVQ/s200/skora.jpg)
Nie ma jak wolny poniedziałek i urodzinowe wyjście do kina wczesnym popołudniem. Urodziny Maćka, ale film jak najbardziej odpowiadający gustom obojga. Chociaż dopóki na ekranie nie pojawił się Zeca, bałam się, że Almodovar obrał nowy kierunek i koniec z jego charakterystycznym poczuciem humoru. Ale okazało się, że mistrz trzyma poziom, historia jest jak zawsze pokręcona, a bohaterowie narwani i charyzmatyczni. Największym zaskoczeniem był dla mnie Banderas, który podoba mi się w którymś z rzędu filmie. Chyba niesłusznie przez wiele lat go nie doceniałam.
Pysiu, jeszcze raz sto lat:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz