sobota, 31 marca 2012
Lego
Szał, którego nie da się zatrzymać. Wróciło dawne natężenie zabaw w policjantów i złodziei. Seria policyjna Lego zwala z nóg, a Bambusiowi coraz to ktoś przynosi kolejny zestaw. I tylko co jakiś czas mały z niezadowoleniem przypomina sobie, że wróżba andrzejkowa przepowiedziała mu przyszłość Świętego Mikołaja, i szybko uściśla, że to była pomyłka, bo przecież on zostanie policjantem.
Atlas zwierząt
Atlas świata skontruowany po kątem pokazania, jakie zwierzęta żyją na różnych kontynentach. Magnesy niezmiennie stanowią wielką atrakcję. Bastulkowi najbardziej podoba się podróżowanie palcem po mapie w poszukiwaniu ciekawych okazów fauny. A że zawsze kogoś ze sobą na wyprawę zabiera i bierze pod uwagę jego preferencje, każdemu członkowi rodziny zaplanował wycieczkę w inną stronę świata. Babcia Bogusia przynosząc książkę zaklepała sobie jednak pierwszeństwo wyjazdu na spotkanie przygody i obrania kursu na skandynawskie fiordy.Między niewiastami
Książka, która nie jest brawurowo napisana, powiedziałabym, że wręcz monotonna i nudna (nie wykluczam, że to wina przekładu), ale poruszająca trudny i mało medialny temat przemocy werbalnej w rodzinie. Terror psychiczny w irlandzkiej wiejskiej scenerii jest szaro bury, dopiero gdy leje się krew, regularnie odbywa bicie, ktoś obnosi rany albo w ostateczności ginie, jest bardziej spektakularnie. Ale to nie ta historia. Tu panuje pełna napięcia cisza przerywana jedynie zrzędzeniem człowieka, któremu udało się podporządkować sobie żonę i dzieci. Jego przebłyski dobrego humoru są skrzętnie odnotowywane, bo muszą wystarczyć na długie okresy życia w ciągłym oczekiwaniu na połajanki, wybuchy złości, napady agresji szukającej ujścia w ubliżaniu innym. Wydawałoby się, że uwolnienie się spod kontroli tyrana jest największym marzeniem ucieśnionych, tymczasem mamy tu do czynienia z syndromem sztokholmskim. I gdyby nie samoobrona psychiczna i ucieczka najstarszego syna, można by do reszty stracić poczucie sensu i jeszcze, o zgrozo, znaleźć zrozumienie i logiczne wytłumaczenie dla zachowania jego młodszego rodzeństwa i macochy.
czwartek, 29 marca 2012
Fontanna
Smagana porywami wiatru, niemalże truchtem przemierzałam dziś rynek i gdyby nie charakterystyczny, dawno nie słyszany szum, pewnie przeoczyłabym fakt, że działa już fontanna. Teraz zza okna docierają do mnie mniej optymistyczne dzwięki ulewy. Co to za numery, pani wiosno, ja się pytam? Oby do soboty się wypogodziło.
Chwile, dla których chce się żyć
- Babuś, powiedz mi coś miłego.
- Kocham cię.
- Ale coś takiego bardziej o mnie.
- Jesteś jak słońce.
- Czyli jaka?
- Taka wspaniała.
poniedziałek, 26 marca 2012
niedziela, 25 marca 2012
Sen o znajdowaniu monet
Śniło mi się, że szłam chodnikiem i co krok znajdowałam pieniądze. Nominały były niestety jak w realu: same drobniaki:)
Sebastianplodocus
Bastek dostał od babci Bogusi pierwszą skarbonkę. Jest na niej podobizna dinozaura Sebastianplodocusa z taką oto charakterystyką: samodzielny i koleżeński dinozaur o najszlachetniejszym charakterze w lesie. Ustaliliśmy więc kieszonkowe w wysokości dwóch złotych co wtorek. Chodzi oczywiście o możliwość wrzucania dwójeczek do autek w Astrze. Babu nawet przeżył załamanie, kiedy zobaczył, że babcia wrzuciła mu inny pieniążek (piątkę, hahaha!). Ale odpowiednie monety od rodziców poprawiły mu humor. W międzyczasie okazało się też, że jest na co zbierać: na wystawie w sklepiku Bambu wypatrzył bakugana. We wtorek idą z Maćkiem obadać, czy już dość się w skarbonce uzbierało, żeby go kupić.
Młode Chiny
Kardaszewicz, chociaż zafascynowany Chinami, pisze o nich bez patosu. Może dlatego tak łatwo wybaczyć mu można swego rodzaju naiwność czy powierzchowność, kiedy diagnozuje sytuację polityczną czy kulturową tego kraju. Szczęśliwie zdarza mu się to rzadko, poniekąd przypadkowo, bo głównie skupia się na zagadnieniach związanych z edukacją, planowaniem kariery i życiem miłosnym młodych Chińczyków. I tu już naprawdę robi się ciekawie, bo świat w którym żyją jest dla nas zupełnie egzotyczny, czasami śmieszny, częściej przerażający. A historie jak ta o targowisku, na którym rodzice przedstawiają oferty matrymonialne często nieświadomych wszystkiego dzieci, wydają się wprost niemożliwe.
sobota, 24 marca 2012
Lornetka
Podryw na lornetkę działa. Zapoznana w parku Dorotka gotowa była iść z nami do domu. Bastek jak zawsze zdystansowany do sprawy. Najpierw długo pozwolił się małej prosić o użyczenie sprzętu, ale potem zaczął nawijać coś o kaczkach. Chyba ciekawie, bo konieczna była interwencja rodziców, aby się wspólna obserwacja zakończyła.
Trzy centymetry
Bastek urósł przez trzy miesiące trzy centymenty. Dokumentacja na framudze obejmuje daty, stąd dokładność pomiarów. Teraz mierzy sto piętnaście. Szokujące tempo!
piątek, 23 marca 2012
Jonasz
Dziś pożegnaliśmy po raz ostatni Jonasza. To najsmutnieszy powód, aby się spotkać z kolegami z klasy po niemalże czternastoletniej przerwie.
czwartek, 22 marca 2012
Luźne troczki rzepki
Co znaczy trafić na specjalistę! Maciek po czterech tygodniach bezowocnych konsultacji i punkcji odnalazł ortopedę, których kiedyś już go wyciągnął z opresji.
Z miejsca został przyjęty, więc odzyskał dobry humor, zwłaszcza, że od ręki dostał leki zmniejszające obrzęk stawów, zapomniał o ewentualnych sterydach i trafił na rehabilitację i usg. Dziś dumnie nam swoje nowe portfolio, którego najlepszą część stanowi opis - pokładaliśmy się ze śmiechu ze sformułowań typu 'luźne troczki rzepki'. Cokolwiek to znaczy:)
Z miejsca został przyjęty, więc odzyskał dobry humor, zwłaszcza, że od ręki dostał leki zmniejszające obrzęk stawów, zapomniał o ewentualnych sterydach i trafił na rehabilitację i usg. Dziś dumnie nam swoje nowe portfolio, którego najlepszą część stanowi opis - pokładaliśmy się ze śmiechu ze sformułowań typu 'luźne troczki rzepki'. Cokolwiek to znaczy:)
Różowe kocyki
Przed Monsieurem na Więziennej zachęcające ławeczki, a w ogródku Soul Cafe na Solnym przez oparcia foteli przewieszone różowe polarowe kocyki.
wtorek, 20 marca 2012
Widnokrąg
Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytanie jakiejś książki zabrało mi tyle czasu. A co gorsze, jak to się stało, że podjęta pięć lat temu próba zmierzenia się z prozą Myśliwskiego zakończyła się fiaskiem. Pominę milczeniem, co sobie o nim myślałam po przyznaniu mu Nike, bo wstyd się przyznać. Teraz rozkoszowałam się każdym zdaniem. Tak pięknie napisanej, mądrej, wzruszającej powieści ze świecą szukać. 'Widnokrąg' to opowieść snuta niespiesznie przez Piotra, który niezależnie od tego, czy ma lat kilka czy kilkadziesiąt, wraca stale do historii, miejsc, pamiątek rodzinnych. Przez nie została ukształtowana jego tożsamość, jeśli więc nawet wykracza poza te ramy, to tylko po to, by przy byle okazji znów powrócić do czasów dzieciństwa, młodości, w poszukiwaniu źródła swego jestestwa. Brzrmi to patetycznie, chyba potrzebuję więcej czasu na przetrawienie tej powieści i znalezienie słów na opisanie wzruszeń, których mi dostarczyła.Lista za listą
Krupnik
Trudno mi uwierzyć, że jeszcze rok temu kręciłam nosem na krupnik, nie mówiąc o tym, żebym umiała go ugotować. Ale od kiedy trafiłam na przepis dla laików, ta zupa często u nas gości. I jako że nie miałam okazji i potrzeby upichcić jej w weekend (babcia Bogusia przyniosła nam rosołku, a z nim mało co może stawać w szranki), dziś zaszyłam się w kuchni i teraz rozkoszny zapach będzie mi towarzyszył przy zasypianiu.
http://palcelizac.gazeta.pl/palcelizac/1,110783,9011104,Krupnik_,,ga,,2.html
http://palcelizac.gazeta.pl/palcelizac/1,110783,9011104,Krupnik_,,ga,,2.html
Dzień wróbla
Dziś Międzynarodowy Dzień Wróbla. Babu przygotowywał się na to wydarzenie kilka tygodni. Po drodze z przedszkola, z kajzerką w ręku, szukał skrzydlatych przyjaciół. Ale ani jednego nie udało się namierzyć. Czyżby ukrywały się jak kokoszki wodne?
poniedziałek, 19 marca 2012
Motyw filmowy
Wieje dziś, że urywa głowę. A kapelusze zrywa, dosłownie. Pierwszy raz mi się to zdarzyło, a drugi rok chadzam w takim nakryciu głowy. I byłam przekonana, że to tylko filmowy trik. Tymczasem o poranku przyszło mi gonić przez trawnik, chodnik, aż do ulicy za toczącym się zawadiacko kapeluszem. Potem wcisnęłam go głęboko na oczy, a na pasach dodatkowo przytrzymywałam ręką, z obawy, żebym nie musiała się za nim pod koła rzucać.
Marzec
Wiosna po dwóch dniach słońca i osiemnastu stopni strzeliła focha i wczorajszy upał wydaje się tylko pięknym snem. Ale weekend był cudowny. Park pełen ludzi, do wolnej ławki trzeba było stać w kolejce. Na krokusowej polance pierwsze krokusy nieśmiało rozchylały płatki. Sklepy rowerowe otworzyły swe podwoje i walczyły z oblężeniem. Sezon działkowy został zainaugurowany. Pierwszy mecz w nogę rozegrany. Z powodu hiperwentylacji po dniu spędzonym na świeżym powietrzu sen momentalnie ścinał z nóg. Tylko kokoszka wodna jeszcze nie przyleciała, co Bastek sprawdził dwukrotnie naciągając na wycieczkę nad Odrę raz Maćka, raz dziadków.
niedziela, 18 marca 2012
sobota, 17 marca 2012
piątek, 16 marca 2012
Wielki come back
Nie chciałam zapeszyć, więc powstrzymywałam się, ile mogłam, ale dziś muszę to w końcu czarno na białym stwierdzić, że udało się. Babu, perfekcyjnie zdrowy i nawet jak na niego podtuczony, wrócił do przedszkola i przetrwał pierwszy tydzień. Radość była ogromna. Od poniedziałku wstawał jak skrowronek i co tchu pędził byle szybciej do Radka. Wieczorami sam prosił, żeby nazajutrz szybko wstawać i na tę okoliczność nawet przestał się ociągać z wędrówką do łóżka. Co lepsze, pokazał mi drogę do przedszkola na skróty, pod dachami, jak to mówi, i ścieżką przez gołębią łączkę. Oby tak dalej:)
czwartek, 15 marca 2012
Sen o słodyczach w tramwaju
Miałam nadspodziewanie przyjemny sen. Zaczęło się od jazdy tramwajem. Byłam z koleżanką. Miałyśmy miejsca siedzące, więc kiedy na którymś przystanku wsiadła starsza wielce wystrojona pani, od razu chciałyśmy ustąpić jej krzesła. Ale w powietrzu zawisło pytanie, czy dostojna dama nie poczuje się obrażona (że niby za młoda na naszą impertynencką propozycję). Ale z drugiej strony, jak nie wstaniemy w porę, może nam trzepnąć torebką przez głowę. Ja zastygłam w bezruchu, a moja koleżanka pobiegła do automatu, który jak się okazało zaopatrywał pasażerów w słodycze zamiast biletów i kupiła damulce dwa batony. Byłyśmy uratowane. Hahaha!
Czasopisma
W tym tygodniu wieczorami zajmujemy głównie się przeglądaniem czasopism. Bastkowi bardzo spodobał się 'Cudaczek i przyjaciele' (jeszcze raz dzięki, Daga!). Początkowo nie chciał uwierzyć, że tak mało miejsca poświęcono zwierzętom, ale potem wkręcił się w rozwiązywanie zadań i namawiał mnie, żebyśmy jeszcze czegoś w gazetce poszukali.
Ale szokiem jest to, że Bastek podbiera mi kwietniowy numer 'Werandy'. We wtorek, zanim zdjęłam buty po powrocie z pracy, siedział już na kaflach w przedpokoju i pokazywał mi, jaki piękny ogród tu sfotografowali. Trzeba się więc wybrać do ogrodu japońskiego, skoro chłopak taki wrażliwy na architekturę zieleni.
Dziś znowu wertował MOJĄ gazetę i jego uwagę przykuła grupa Laookona. Wykorzystałam okazję by błysnąć i opowiedziałam mu całą historię od początku. No dobra, od konia trojańskiego, ale obiecałam sobie w duchu, że zajrzę do Kubiaka lub Parandowskiego i będę miała jakaś ciekawą opowieść na podorędziu. Bastek, jak można się było spodziewać, oniemiał na pierwszą wzmiankę o wężach morskich. Sprawdziliśmy przy okazji, gdzie rzeźbę można podziwiać, okazało się, że w Rzymie, więc chwilowo zadowolimy się tylko fotografiami.
Ale szokiem jest to, że Bastek podbiera mi kwietniowy numer 'Werandy'. We wtorek, zanim zdjęłam buty po powrocie z pracy, siedział już na kaflach w przedpokoju i pokazywał mi, jaki piękny ogród tu sfotografowali. Trzeba się więc wybrać do ogrodu japońskiego, skoro chłopak taki wrażliwy na architekturę zieleni.
Dziś znowu wertował MOJĄ gazetę i jego uwagę przykuła grupa Laookona. Wykorzystałam okazję by błysnąć i opowiedziałam mu całą historię od początku. No dobra, od konia trojańskiego, ale obiecałam sobie w duchu, że zajrzę do Kubiaka lub Parandowskiego i będę miała jakaś ciekawą opowieść na podorędziu. Bastek, jak można się było spodziewać, oniemiał na pierwszą wzmiankę o wężach morskich. Sprawdziliśmy przy okazji, gdzie rzeźbę można podziwiać, okazało się, że w Rzymie, więc chwilowo zadowolimy się tylko fotografiami.
poniedziałek, 12 marca 2012
Czyja to kochanka?
Kapitalna komedia z genialną obsadą. Nie wiem, jak to się dzieje, że francuzom zawsze udaje się nakręcić lekkie, przezabawne i pełne wdzięku filmy, którym wprost nie sposób się oprzeć. Pierre sfotografowany z kochanką, która go właśnie rzuciła, skłonny jest wprowadzić w życie najbardziej szalony plan, byle uniknąć rozwodu. Potem wszystko się, oczywiście plącze i gmatwa. Ale prawdziwe salwy śmiechu wywołuje postać lekarza (gra go Michel Aumont, sąsiad z 'Plotki'). Ten film to naprawdę idealne zakończenie udanej niedzieli.Tracy Chapman
Znowu pogrzebałam w starych płytach i odbyłam podróż sentymentalną dekadę wstecz. Kilkanaście melodii, a tyle wspomnień. Dobra stara Tracy nigdy mi się nie znudzi. Tylko płytka już trochę zdarta, a może odtwarzacz nawala, bo dwóch ostatnich kawałków odsłuchać nie mogę.
niedziela, 11 marca 2012
sobota, 10 marca 2012
Dom zły
Fantastyczny film! Od początku do końca trzyma w napięciu. W przysłowiowej drugiej minucie pada pierwszy trup, a potem opowieść tylko gęstnieje. Narracja biegnie dwutorowo. Historia znajomości Środonia z Dziabasami przeplata się z próbą rekonstrukcji zbrodni przeprowadzanej przez milicję. Oba wątki rozwijają się w sposób nieprzewidywalny. W obu przypadkach zło, jakim przeżarci są bez mała wszyscy bohaterowie, utwierdza nas w przekonaniu, że dla gatunku ludzkiego nie ma ratunku. A już na pewno nie dla ostatniego sprawiedliwego czy przypadkowo zaplątanego w grubszą historię cwaniaczka. Do tego doborowa obsada: Jakubik, Dziędziel, Preis, Topa, Więckiewicz. Pozostałych nie wymieniam, ale każdy zasłużył na wielkie brawa. To drugi film Smarzowskiego, który widziałam (po 'Róży', która na tym tle wygląda mi blado), ale z pewnością nie ostatni. Solidne drzwi
Wczoraj odkryliśmy, że znowu w całym bloku obrobili piwnice. Do naszej się nie dostali, dzięki sztabie zamontowanej lata temu po kradzieży rowerów. Jak się okazało, tylko nam i Maciejewskim spod szesnastki się upiekło. Maciek od razu zadzwonił do osiedlowego ślusarza, który akurat był na dachu, więc udało się z nim szybko umówić na instalowanie kolejnych zabezpieczeń. W końcu szykujemy się na zakup rowerów tego lata i zamierzamy je trzymać właśnie w piwnicy. A zapasowe opony i bagażnik samochodowy rodziców póki co trafiły na balkon.
Dziś rano ślusarz zaczął pracę. Widzieliśmy go z Bastkiem, kiedy wybraliśmy się o poranku po lornetkę dla młodego ornitologa. Po drodze spotkaliśmy sąsiada spod dwudziestki, który zaczął się tłumaczyć z hałasu, jaki będzie generowała zatrudniona przez niego ekipa wymieniająca u niego drzwi wejściowe (wyższe i szersze od obecnych, więc bez kucia się nie obejdzie). Po powrocie zastaliśmy wejście do naszego mieszkania okryte folią. Bastek stwierdził, że zrobiło się tajemniczo. A potem wysiadła winda.
Kiedy wróciłam z fitnessu, wiertary na korytarzu już działały i huk był taki, że rychło postanowiliśmy się z domu ewakuować. Przygarnęli nas rodzice. W międzyczasie zacieśnialiśmy więzi sąsiedzkie z kolejnymi osobami. Tematów jakoś dziś nie brakowało, haha. Zaś wracając mieliśmy okazję stwierdzić, że winda nadal stoi, a na całej klatce unosi się siwy dym. Aż zęby zgrzytały. A nasz przedpokój pokrywa warstewka pyłu.
Nawet jeśli czasem nachodziła nas myśl o wymianie drzwi wejściowych, chwilowo ten pomysł wydaje nam się szalony. Zwłaszcza, że mamy pancerną piwnicę. I póki remont u sąsiadów się nie skończy, czujemy się zwolnieni z weekendowych porządków:)
Dziś rano ślusarz zaczął pracę. Widzieliśmy go z Bastkiem, kiedy wybraliśmy się o poranku po lornetkę dla młodego ornitologa. Po drodze spotkaliśmy sąsiada spod dwudziestki, który zaczął się tłumaczyć z hałasu, jaki będzie generowała zatrudniona przez niego ekipa wymieniająca u niego drzwi wejściowe (wyższe i szersze od obecnych, więc bez kucia się nie obejdzie). Po powrocie zastaliśmy wejście do naszego mieszkania okryte folią. Bastek stwierdził, że zrobiło się tajemniczo. A potem wysiadła winda.
Kiedy wróciłam z fitnessu, wiertary na korytarzu już działały i huk był taki, że rychło postanowiliśmy się z domu ewakuować. Przygarnęli nas rodzice. W międzyczasie zacieśnialiśmy więzi sąsiedzkie z kolejnymi osobami. Tematów jakoś dziś nie brakowało, haha. Zaś wracając mieliśmy okazję stwierdzić, że winda nadal stoi, a na całej klatce unosi się siwy dym. Aż zęby zgrzytały. A nasz przedpokój pokrywa warstewka pyłu.
Nawet jeśli czasem nachodziła nas myśl o wymianie drzwi wejściowych, chwilowo ten pomysł wydaje nam się szalony. Zwłaszcza, że mamy pancerną piwnicę. I póki remont u sąsiadów się nie skończy, czujemy się zwolnieni z weekendowych porządków:)
piątek, 9 marca 2012
Proszę się nie rozłączać

Bażant, łyska i kormorany
Bastek i babcia Hania to urodzeni obserwatorzy ptaków. I przy okazji duet nie do pobicia. Przy fosie koło Galerii Dominikańskiej wyczaili dwa kormorany, a nad Odrą łyskę i samicę bażanta.
Sen o cielaku
Śniło mi się, że jak za czasów dzieciństwa bawiłam się pod blokiem od strony balkonów. Razem ze znajomymi (a wszyscy byliśmy dorośli, tylko nie pamiętam kto był ze mną) rozpalaliśmy ognisko. Ja zbierałam patyki na podpałkę. Odeszłam dość daleko. Minęłam śmietnik i nagle zobaczyłam cielaczka. Był wystraszony, więc zeszłam mu z drogi, zwłaszcza, że po drugiej stronie ulicy dostrzegłam jego mamę. Młody pobiegł do matki, a ja wróciłam do ogniska. A tam okazało się, że cielak przy rodzicielce nabrał animuszu i próbuje nas zaatakować. Ganialiśmy się wkoło tira, który niespodziewanie pojawił się na środku trawnika. W końcu mama krowa wkurzona na swoje młodę dała mu znak łbem, że nie zamierza brać w tym udziału i cielak w końcu sobie poszedł.
Encyklopedia. Zwierzęta
Najnowszy nabytek. Dziadkowie nie mogli się oprzeć temu wydawnictwu. Mieli nosa. Bastek z przejęciem i ekscytacją wałkuje dzieło strona po stronie. Od rana taszczy tomisko z kąta w kąt i woła po domu: 'Szukam kogoś wolnego do poczytania'. A jeśli mu się nie poszczęści, sam z uwagą studiuje przepiękne ilustracje.czwartek, 8 marca 2012
środa, 7 marca 2012
Chrzest

New York, New York
Musical o dwojgu artystów marzących o podboju miasta, które nie śpi. On jest pewnym siebie, egoistycznym bubkiem, absolutnie szalonym, nieprzewidywalnym i nieznoszącym sprzeciwu. (De Niro jest stworzony do takich ról!) Ona zaś to uosobienie wyrozumiałości, nieskończonej cierpliwości, anioł o zdzwionym spojrzeniu, oraz o sercu czystym i gotowym wybaczyć każdą podłość. (Liza Minelli, z początku mdława, ale ostatecznie fantastycznie się rozkręca.) Trzy godziny wciągających perypetii zwieńczone znaną całemu światu piosenką. Fried Green Tomatoes

Świat wokół nas
Nikt nie podejrzewał, że Babu jeszcze się połasi na książkę z efektami dzwiękowymi. A jednak! Naciągnął babcię Hanię, kiedy byli w księgarni, i okazuje się, że naprawdę wiedział, czego chce, bo pozycja ciągle jest w ruchu. Najbardziej czarujący wydał nam się flecik ( a może to fujarka). Pokładamy się we trójkę ze śmiechu.Szczepienie
Na kontrolnym pobieraniu krwi miesiąc temu Bastek tak krzyczał, że do szczepienia postanowiłam go jakoś przygotować. Wałkowaliśmy więc temat tężca, sporów etc. Ale na nic się to zdało, bo i tak zamiast zadawać pani Adeli przygotowane wcześniej pytania, buczał i tyle. Szczęśliwie termin następnego obowiązkowego kłucia za pieć lat, hahaha.
wtorek, 6 marca 2012
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

